Chaos to nasze drugie imię…

Nieuporządkowanie chaotyczni i roztrzepani – tacy są ludzie ale… nie ja – tylko nie ja, z pewnością nie ja… (każdy tak o sobie myśli, a wielu nawet tak o sobie mówi…)

W bardzo różny sposób postrzegamy (innych) ludzi – dostrzegamy ich wady – często „je” uwypuklamy, a nawet się z nich nabijamy… znacznie większy problem mamy z dostrzeganiem w innych ludziach zalet i cech pozytywnych, a jeszcze większy problem pojawia się gdy mamy o zaletach innych ludzi mówić – zwłaszcza bezpośrednio do osoby, której nasza ocena dotyczy…

Wobec siebie jesteśmy, a przynajmniej bywamy bezkrytyczni… idealizujemy samych siebie – bo tak jest wygodniej, lepiej, tak trzeba, tak jest fajnie, a przecież wszyscy fajni być chcemy…(?)

Tak naprawdę nawet gdy mamy do czynienie z najlepiej zorganizowanym, uporządkowanym i życiowo dojrzałym człowiekiem możemy być bardziej niż pewni, że nawet w jego przypadku, na którejś płaszczyźnie życia panuje chaos…

Do rozgrzeszającego nas myślenie dają słowa Einstein-a: „Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?”

Mając na uwadze powyższe słowa pojawić się mogą (pewne) wątpliwości i zwątpienie czy aby na pewno do uporządkowania, a w efekcie ideału (naprawdę) warto (za wszelką cenę) dążyć…(?)

A może chaos (wcale) nie jest (aż) tak zły…?

Chaos ma w sobie „coś” kreatywnie twórczego, a bez kreatywności trudno o wszelakiego rozwój, postęp, chęć tudzież potrzebę zmian…

Zmiany na lepsze…? A może tylko lecz jednocześnie „aż” zmiany na „coś” innego co w efekcie przynieść może powiew energii rozpalającej na nowo „radość życia”…

Na szczęście nie jesteśmy działającymi bezawaryjnie maszynami, a przepisy, nakazy, zakazy nas delikatnie mówiąc denerwują – robimy bardzo wiele aby się wymknąć, prześlizgnąć i „oszukać system”…

No i co z tego, że masz nieskazitelny porządek w domu…

No i co z tego, że wszystko znajduje się na swoim miejscu, a wyposażenie aż błyszczy czystością…

No i co z tego wszystkiego gdy sam wracasz do pustego mieszkania…

Kuchnię masz nietkniętą, zawsze idealnie czystą bo jadasz (wyłącznie) na mieście – można…?

Oczywiście, że można ale…

Po co Ci kuchnia…?

Nie zamieszczę zdjęcia swojego biurka bo istniejący na nim bałagan mógłby kogoś załamać – nie no, (chyba) nie jest (aż)tak źle ale… wiadomo, że chciałbym się wpisać w przewodni sens słów wypowiedzianych przez Einstein-a…

Niezależnie od nakładu pracy i siły swoich starań możesz być bardziej niż pewien tego, że (w pełni) „nie unikniesz chaosu w swoim życiu” – gdy już nawet zapanuje (względny) porządek na jednej płaszczyźnie życia to z osiągnięciem „go” na pozostałych możesz mieć problem – z pewnością będziesz „go” miał – tak działa Świat, tak działa życie, tak działa(MY)…

Jesteśmy dziećmi chaosu – z chaosu powstaliśmy i w chaos się obrócimy – każdego dnia w chaos się obracamy – bezwiednie, z zamiarem lub bez zamiaru dostrzelanego…

6 uwag do wpisu “Chaos to nasze drugie imię…

  1. Roztrzepana być nie mogę. Moja praca na to nie pozwala. Mam za to niestety totalny chaos w firmowych papierach i drugie niestety – moja asystentka też. Dziś próbowałam coś znaleźć na jej biurku, bo jest na urlopie, wykonuję więc pracę za nas dwie i odkryłam, że mam taki sam „porządek”, jak ona, wobec czego chyba obydwie potrzebujemy jeszcze jednej asystentki do porządkowania naszego bałaganu :-). (na marginesie, to ją kocham z tym nieuporządkowaniem, bo w innych sprawach jest tak dobrze zorganizowana, jak ja i czuję się z nią jak jeden organizm z dwoma głowami i ośmioma odnóżami :-). Ale ja jej naprawdę baaaardzo wytrwale, cierpliwie, pracowicie i uparcie szukałam. Nie, nie przestraszyłoby mnie Twoje biurko 🙂

    Chaos wkrada się często w moje pisanie (tak samo przypuszczalnie wygląda moje opowiadanie), bo zaczynając jeden wątek natychmiast kojarzę inny, gubiąc po drodze fragmenty poprzedniego. To nic. Widzę to po fakcie, trudno jednak nieustannie samego siebie korygować, to jest po prostu spontaniczne, jak naturalna bezpośrednia rozmowa, a w niej przecież bym się nie cofała, żeby się skorygować.

    Nabijanie się z wad innych? Hmmm… musiałabym być chyba do kogoś bardzo źle nastawiona, z jakiegoś konkretnego powodu, bo odruchowo stwierdzę, że nabijanie się z kogokolwiek jest mi obce, no, chyba że tzw. darcie łacha z przyjaciół, których dobrze znam i wiem, że w rewanżu będą ze mnie drzeć łacha, nie zachowują się jak indycze jaja i nie muszę się ceregielić wiedząc, że mają poczucie humoru i duży dystans do siebie. Ale nie wykluczam, że może mi się zdarzyć zadrwić z kogoś, jeśli odczuwam bezsilny żal. Zadrwić. Nie drwić. Coś na kształt bezsilnej próby rewanżu, który i tak, co wiem, do adresata nie trafi, bo z tego właśnie wynika wtedy moja bezsilność i ucieczka w drwinę – ze świadomości, że ze mnie zadrwiono boleśnie.

    Nie mam żadnych problemów z dostrzeganiem zalet innych, jestem chyba jedną z niezbyt licznych osób, wyrażających zachwyty bardzo otwarcie, szczerze i spontanicznie – dla kolegów, przyjaciół, znajomych i nieznajomych na ulicy. To dlatego, że nie odczuwam zazdrości. Nie mam wpływu na to, że ktoś nie uwierzy w taką deklarację. Wystarczy mi, że ja to wiem. Równie szczerze się zachwycam, jak szczerze się wkurzam.

    Bezkrytyczni? Nie, chyba nie podchodzę do tego w ten sposób. Po prostu nie podkreśla się swoich wad, podczas kiedy warto podkreślać swoje zalety, unikalne talenty, bo to taki rodzaj samomotywacji – no kto nas lepiej zmotywuje niż my sami? Kto, jak nie my sami, lepiej nas samych nagrodzi i pochwali? Nie wolno zawodzić samych siebie, jeśli wiemy, że w czymś jesteśmy dobrzy, fałszywa skromność to po prostu fałszywa skromność, jeden z rodzajów fałszu.

    A w całym tym chaosie – jestem (dla niektórych niestety, dla innych godne podziwu) bardzo zasadnicza. Nie sztywna, tylko zasadnicza – bronię zasad, do których mam przekonanie, bo są moje. To po prostu symbol jakości. Nie można rezygnować z jakości.

    Kuchnię mam czystą i błyszczącą – w sobotę wieczorem po sprzątaniu :-).

    Nie wracam do pustego mieszkania. Czeka w nim mopsiu. Na powitanie koniecznie musi dać mi buziaka. Koniecznie. Nie wiem, jak będzie kiedyś, kiedy go już nie będzie, bo nie chciałabym przeżyć swojego psa, którymkolwiek z kolei psem w moim życiu by nie był, więc pewnie pewnego dnia z poczucia odpowiedzialności za życie nie zdecyduję się na kolejnego psa, by nie ryzykować, że umrę przed nim w samotności, a on będzie czekał cierpiąc w pustym mieszkaniu, aż ktoś naleje mu wody do miseczki. Nie mogłabym spokojnie umrzeć z taką wizją w głowie, wolę więc tę wizję, kiedy pewnego dnia umieram jednak całkiem samotnie, bez tego mruczenia, sapania, chrapania, skakania, biegania, wyciągania mnie na siku i innych atrakcji.

    Aha, no i mam przecież kwiatki, one też żyją. I od czasu do czasu latem koniki polne (w mieście).

    W kuchni moja córka przyrządza czasem przepyszne jedzenie, kiedy zagląda do mamy. Kuchnia jest potrzebna. W kuchni najfajniej się przytula.

    Mam niezły poślizg z przemyśleniami, nieprawdaż :-). Ale u Ciebie jest miło, bo… odpowiadasz. To jest taki przyjemny, niezobowiązujący, nienatrętny dialog, bez przymusu, ale bez lekceważenia rozmówcy, przyjmuję więc (bo tak mi jest fajnie przyjąć), że jest ok, jeśli odniosę się do czegoś po tygodniu :-). Nie zdziw się także, jeśli pewnego dnia znajdziesz mój komentarz do wpisu przed roku, bo się okaże, bo akurat znalazłam wolną chwilkę na zamyślenie 🙂

    Polubienie

    • Blog daje tą fajną możliwość włączenia się w dyskusję niezależnie od czasu, w którym konkretny wątek i temat został zainicjowany – dojrzewamy do różnych myśli lub przynajmniej znajdujemy czas aby się nad czymś zastanowić…

      W roztrzepaniu jest „coś” fajnego – kreatywnego, twórczego i pełnego życiodajnej energii… oczywiście są płaszczyzny życia, na których lepiej gdy panuje porządek ale… bez przesady, skrajność nigdy nie przynosi nic dobrego…

      To co pisałem oczywiście miało mieć charakter zaczepny i motywować do chwili zastanowienia – nie twierdzę, że wszyscy ludzie są zapatrzonymi w siebie gburami, którzy na wszystkich spoglądają z góry – lecz tacy również bo Błękitnej Planecie się przechadzają… 🙂

      Puste mieszkanie i czysta kuchnia – nie w Twoim przypadku ale… wydaje mi się, że nie jest to rzadka sytuacja w czasach gdy „wyścig szczurów” jest dla wielu filozofią życia…

      Dostrzeganie zalet w innych ludziach to piękna cecha – oby jak najwięcej ludzi ją posiadało…

      Ostatnimi czasy rośliny zaczęły mnie wyjątkowo fascynować…

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Ps. Dziękuję za poświęcony czas i pozostawienie tak wielu myśli odnoszących się do tego co piszę…

      Polubienie

  2. Sporo tych myśli, bo czasem, kiedy napiszesz o czymś, o czym akurat w danym momencie chciałabym coś powiedzieć (bywa, że chcę o czymś wyłącznie pomyśleć), to żeby móc się odnieść do wielu poruszonych wątków robię sobie w komentarzu „kopiuj wklej” i dopiero wtedy, przechodząc od linijki, odnoszę się do Twoich przemyśleń. Rozmowa w necie ma zaletę, owszem, bo jest tak, jak piszesz, można się do zanotowanych słów odnieść po upływie pewnego czasu, ale ma też sporo defektów i tylko od nas zależy, czy te defekty dialog utrudnią lub uniemożliwią, czy nie. Przede wszystkim od nastawienia do drugiego człowieka i do siebie. Do drugiego człowieka – koniecznie bez uprzedzeń i oczekiwań, ciesząc się po prosu na rozmowę (a rozmowa pomiędzy ludźmi to prawdziwy dar), do siebie – bez niepotrzebnych zahamowań, wmawiania sobie, że może po miesiącu to nie wypada, że może to bez sensu, że za dużo słów, że to, że tamto. W rzeczywistości każde to i tamto jako zahamowanie, przeszkoda w podjęciu rozmowy na dany temat może tkwić wyłącznie w naszych wyobrażeniach.

    Miło się z Tobą rozmawia. Wyczuwa się pozytywne nastawienie do rozmówcy (albo po prostu – ja je wyczuwam). Fajnie, gdyby tak wyglądała nasza rzeczywistość, relacja pomiędzy ludźmi w realu, żeby potrzebie powrotu do jakiejś kwestii po jej przemyśleniu nie spotykała się z reakcją „wiesz, teraz to już trochę za późno, żeby o tym rozmawiać”, albo „wiesz, ja już nawet nie pamiętam, o czym wtedy mówiłem / am”. Dobrze byłoby, gdybyśmy z jednej strony częściej przyjmowali do świadomości fakt, że w danym momencie na rozmowę nie jesteśmy gotowi, nie tylko z powodu nieodpowiedniego nastroju, zbytniego zaabsorbowania innymi sprawami, czasem problemami w momencie, kiedy ktoś się do nas z czymś zwraca, lecz też z prostego powodu, że nie chcemy odpowiadać komuś, „bo wypada”, ale chcemy rzeczywiście do jakiejś sprawy odnieść się poważnie, uczciwie, po jej przemyśleniu, fajnie byłoby też, gdyby w momencie, kiedy jesteśmy gotowi na to, by podjąć dialog, drugi człowiek nie był na etapie pielęgnowania złych emocji wywołanych brakiem gotowości do podjęcia dialogu, fajnie, gdybyśmy nauczyli się także stwierdzać „porozmawiam z tobą, ale proszę, trochę później, chcę to przemyśleć” i nie traktowali takiego stwierdzenia jako czczej obietnicy, lecz pamiętali, że ten drugi człowiek potraktował je poważnie i czeka na rozmowę o tym, co jest dla niego ważne. Po prostu fajnie byłoby, gdybyśmy się nawzajem nie lekceważyli. I właśnie to jest u Ciebie fajne – nie lekceważysz drugiej osoby. Fajne na blogu, bo jak jest w życiu – tego przecież nie wiem :-). A sam wiesz, podobnie jak i ja, że w życiu bywa z nami czasem trochę inaczej.

    Gbury bywają, ale wiesz? To są w sumie osoby bardzo smutne. Przyglądam się czasem takiemu gburowatemu, roszczeniowo nastawionemu koledze w pracy (na jakieś dwieście osób jedna taka po korytarzach się snuje), który nie potrafi z ludźmi rozmawiać, nastawia się wrogo, wymusza na innych to, co chce dostać, usiłuje albo zastraszyć, albo zaszantażować, a później gdzieś tam stwierdza do kogoś „wiesz, ja nie wiem, jak wy się z X lub Y możecie dogadać”. Nie dostrzega problemu w sobie. A później staje gdzieś w kuchni pod oknem i ma taki tęskny wzrok, kiedy patrzy na ludzi rozmawiających ze sobą serdecznie i otwarcie, przekomarzających się, prowadzących ożywione dyskusje bez napięcia, okazujących sobie otwarcie zainteresowanie i życzliwość. Stoi, przygląda się i chyba nie wie, jak się przełamać. A nikt celowo ostracyzmu nie stosuje, to poczucie ostracyzmu tkwi w jego głowie i to z głowy powinien je wydłubać.

    A co do roślin – mam kurczę bardzo małe mieszkanie. Naprawdę małe, niewiele ponad czterdzieści metrów. Za chwilę będę musiała zdjąć doniczki z balkonu i umieścić je gdzieś w mieszkaniu, a na chwilę obecną nie mam pojęcia, gdzie, bo na kuchennym parapecie słoje z nalewkami, na parapecie w sypialni kwiaty i kolekcja pięknego kobaltowego szkła, na parapecie w pokoju dziennym kwiaty, na regałach z książkami kwiaty, na komodzie kwiaty – nie wiem, gdzie ja te z balkonu mam upchnąć, żeby przezimowały :-).

    A na dodatek córcia przywiozła mi swoją palmę (na szczęście jeszcze dziś niewielką) i taką zabawną płaską roślinkę z mięsistymi listkami, którą trzeba koniecznie już przesadzić, bo się rozrasta. Wpadłam na pomysł, że poszukam do niej nie tradycyjnej doniczki, ale owalnej starej białej wazy (tak, tak, takiej do zupy, tylko pokrywki oczywiście nie użyję) i właśnie myszkuję w poszukiwaniu takiej ciekawej wazy po starociach na allegro. Okazuje się, że tyle jest tam tych ciekawych cudeniek, że mam ponownie czym się przez jakiś czas pozachwycać, zanim się na coś zdecyduję.

    Polubienie

    • Do rozmowy potrzeba (przynajmniej) dwojga ludzi – oczywiście wyłączając rozmowę z samym sobą… lecz dwoje ludzi to nie wszystko – niezbędne są osoby, które chcą rozmawiać, a przy tym rozmawiać potrafią… umiejętność słuchania paradoksalnie w rozmowie okazuje się istotniejsza niż zdolności oratorskie… rozmawiać trzeba, a przynajmniej powinno się chcieć… jak człowiek (ze)chce to z (prawie) każdym może się porozumieć…

      Oczywiście ta (internetowa) forma komunikacji obarczona jest wadami ale… ma również swoje niewątpliwe zalety…

      Gburów jest mi żal i to chyba nie tylko z powodu tego, że za gbura sam siebie niekiedy byłbym skłonny uznać – no dobrze może nie gbura, a bardziej pesymistę… to przykre, że są ludzie pielęgnujący w sobie nieuzasadnioną urazę karmiącą się goryczą pojawiającej się w życiu frustracji…

      Roślin nigdy nie jest zbyt wiele, a każde mieszkanie dla lubiących rośliny wcześniej czy też później okaże się zbyt małe… 😉

      Doniczka lub też „coś” co spełnia funkcję doniczki jest swoistego rodzaju odzieniem dla konkretnej rośliny – one również chcą pięknie wyglądać, a bywa, że i są w tym próżne… 😉

      Polubienie

  3. Ta internetowa forma rozmowy ma niestety jeszcze jedną istotną wadę. Nie widzimy drugiego człowieka, jego nastroju w danej chwili, kiedy rozmowę podejmujemy. I istnieje ryzyko, że trafimy w moment bardzo nieodpowiedni. I wymaga wobec tego ogromnego wyczucia, a to niestety w przypadku rozmowy internetowej graniczyłoby z jasnowidzeniem, bo niestety nawet najlepsza intuicja nie pozwala przewidzieć, co dzieje się w życiu drugiego człowieka w danym momencie, jaki ma nastrój, wszystko w tej rozmowie (lub naszym milczeniu) musi polegać na nastawieniu do drugiego człowieka, a niestety, kiedy trafimy na niewłaściwy moment, to często zdarza się, że to nastawienie drugiej osoby dobre w tym konkretnym momencie z różnych przyczyn być nie może, bo zakłócają je jakieś emocje. Aby nie ryzykować wrażenia, że się kogoś „zarzuca” nadmiarem słów, czasem się milczy, czyli dialog się urywa. Ale zaletą takiego kontaktu jest to, że swoją wypowiedź możemy uporządkować. Czyli jak wszystko w życiu, ma swoje plusy i minusy.

    Polubienie

    • „Plusy dodatnie i ujemne” – no cóż, zawsze i wszystko je posiada – niezmiennie występują…

      To prawda, że prawdziwych emocji internetowego rozmówcy nigdy w pełni nie poznamy ale… gdy chwila i emocje będą nie sprzyjające to nie odpisze i poczeka na właściwy moment… oczywiście taka forma to tylko namiastka kontaktu międzyludzkiego ale… to zawsze „coś”… dzielące ludzi kilometry, różnice związane z charakterem i specyfiką życia ale również i etap życia przestają mieć jakiekolwiek znaczenie…

      „Coś za coś”… nie jest idealnie bo idealnie być nie może ale… jest całkiem nieźle… 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s