Od pierwszego wejrzenia…

Najpopularniejszym kontekstem słów zawartych w tytule jest miłość – „Miłość od pierwszego wejrzenia…”

Czy miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa…?

Śmiem w to powątpiewać lub przynajmniej powątpiewać

Zgodziłbym się jeszcze gdyby była mowa o zauroczeniu ale… miłość… to zbyt głębokie, a tym samym silne i trwałe uczucie aby mogło powstać „w ułamku sekundy” – od przysłowiowego pierwszego wejrzenia

Przyjaźń od pierwszego wejrzenia…?

Nie, tym bardziej nie – przyjaźń budowana bywa dłużej niż (nawet) miłość

Co innego (za)inicjowana w „ułamku sekundy” fascynacja kimś lub czymś – takiego stanu możemy doświadczyć…

A nienawiść…?

Teoretycznie to możliwe – może nawet w praktyce i w realnym życiu…

„Nakrycie” ukochanego partnera na zdradzie…

Ból – mniej lub bardziej fizyczny, który nam ktoś zadał/zadaje…

Nienawiść wobec większego grona ludzi lub „prawideł rządzących Światem”, które to boleśnie nas doświadczyły/doświadczają…

Nie da się ukryć, że my ludzie (chyba) już tak mamy, że o wiele łatwiej i szybciej wygenerować w nas negatywne emocje niż te pozytywne…

Analogicznie bywa w kwestii relacji z innymi ludźmi – budujemy relację z innym człowiekiem przez długie lata, a zakończyć ją potrafimy w kilka chwil…

Czasami bardzo długo przekonujemy się do innych ludzi, a gdy „coś” zaczyna się psuć lub też drogi zaczynają się z jakiegoś powodu rozchodzić nie mamy przesadnie dużego problemu z eliminowaniem ludzie ze swojego życia…

Oczywiście szkoda, każdemu jest szkoda ale… przechodzimy do porządku dziennego… Nie mamy innego wyjścia…? A może nie mamy z tym większego problemu…?

Było pięknie, wyjątkowo, wręcz magicznie ale… czar prysł… koniec – było minęło… do (nie) widzenia…

Pierwsze wejrzenie bywa czymś niezwykłym ale… to tylko pierwsze wejrzenie… oczywiście „pierwsze wrażenie robi się tylko raz” ale… przecież każdemu trzeba dać kolejną szansę…

No i bądź tu człowieku mądry i pisz (mające głębszy sens i myśl przewodnią) posty…

Pierwsze wejrzenie” – ktoś lub coś jest fajne, mniej fajne lub ze słowem fajne nie ma wiele lub nawet nic wspólnego…

A później spostrzeżenie, wrażenie i opinię trzeba pogłębić, ugruntować i zrozumieć – czyli obiekt, który poddajemy ocenie trzeba lepiej poznać, a tym samym spojrzeń i wejrzeń wykonać znacznie więcej niż tylko jedno

Dojrzałe wnioski pojawiają się dopiero „po pewnym czasie”…

Od pierwszego wejrzenia może zależeń bardzo wiele – wręcz rzec by można było, że (prawie) wszystko… jednocześnie może nic nie zależeć lub przynajmniej niewiele…

„Kto się czubi ten się lubi”, a pierwsze wrażenie bazuje na wyglądzie, który to rzekomo nie ma żadnego znaczenia… 😉

6 uwag do wpisu “Od pierwszego wejrzenia…

  1. Wpisałeś się tym postem w moje przemyślenia z ostatnich dni. O sile pierwszego wrażenia i niebezpieczeństwie utknięcia w pierwszym wrażeniu.

    Takie utknięcie w pierwszym wrażeniu to bardzo często po prostu utknięcie w złudzeniu. A utknięcie w złudzeniu to prosta droga do rozczarowania.
    To coś podobnego do rozczarowania spragnionego wędrowca na pustyni, który uwierzył w realność fatamorgany. Po dotarciu na miejsce może się oczywiście nadal upierać, że oaza jest tam, gdzie się jej spodziewał, jeśli pod tym uporem pragnie ukryć rozczarowanie, ale pragnienia w ten sposób na pewno nie zaspokoi. Im dłużej wędrował do swoich wyobrażeń, nie dostrzegając, że są wyłącznie wyobrażeniami, tym większe ryzyko na siebie bierze i z tym większym rozczarowaniem przyjdzie mu się zmierzyć po dotarciu do celu.

    Miłość to dość pojemne pojęcie. A jego definicja na różnych etapach naszego życia przechodzi liczne ewolucje, jeśli jednak nie przechodzi ich, lecz utnie w miejscu zdefiniowana jako „motyle w brzuchu”, „nieustający zachwyt”, „poryw serca” i właśnie takiej miłości będziemy nieustannie poszukiwać, to utkniemy w paśmie niekończących się rozczarowań, których jedno daje początek poszukiwaniu kolejnemu.

    Na pierwszym wrażeniu często opieramy się przykładowo w procesie rekrutacji. Ale tu sprawa jest dla doświadczonego rekrutera o wiele prostsza – z czasem nauczy się, że jego celem nie jest znalezienie kogoś, kto go zachwyci sobą, kto go oczaruje, ujmie, wzruszy, chwyci za serce, lecz odcinając emocje przyłoży do każdego z kandydatów odpowiednie kryteria. I wtedy nawet ktoś, kto bardzo go zachwyci, nie przejdzie przez proces rekrutacji, co najwyżej rekruter pomyśli, że fajnie byłoby z kimś tak zachwycającym wyskoczyć kiedyś na kawę, ale do pracy przyjmie kogoś, kto spełnia kryteria zawodowe.

    Inaczej jest w życiu. Kryteria, jakie zdroworozsądkowo zakładamy, dopóki nie dochodzą do głosu emocje, często rozpadają się pod wpływem zachwytu tak silnego, tak niepowtarzalnego, tak nieporównywalnego do innych wcześniejszych doświadczeń, że zapominamy o rozsądku i pragniemy trwać w tym zachwycie bez końca zapominając, że oto do głosu doszły emocje i zagłuszyły, oślepiły zdrowy rozsądek. A pierwsze wrażenie ma to do siebie, że jest jedynie tym pierwszym. Nie, jeżeli nie docinamy pojęcia miłości do formy, jaką przybrało nasze pierwsze wrażenie, czyli do zachwytu, to nigdy nie stwierdzimy, że miłość jest możliwa od pierwszego wrażenia. Podobnie jak przyjaźń.

    Nienawiść od pierwszego wrażenia? To także zbyt silne uczucie, by mogło się zrodzić od pierwszego wrażenia. Od pierwszego wrażenia może zrodzić się gniew, wzburzenie, niechęć, uprzedzenie, w którym utkniemy, ale nie nienawiść. Nienawiść ma przecież taką samą moc, jak miłość, jedynie biegun ma przeciwwstawny – ukierunkowana jest na totalne niszczenie, tak, jak miłość ukierunkowana jest na totalne tworzenie.

    O sobie (ale to już tylko o sobie, bo trudno mi mówić w imieniu innych) mogę powiedzieć, że wygenerować w sobie nienawiść jest mi niezwykle trudno. Złość – proszę bardzo. Gniew, nawet srogi – ostatecznie czemu nie, jeśli ktoś bardzo się o to postara :-). Ale nienawiść? Z nienawiści ludzie zabijają się nawzajem, nic ich przed tym nie powstrzymuje, kiedy naprawdę nienawidzą. Nie ma we mnie potrzeby zabijania, nigdy jej nie odczuwałam. To agresja totalna, wymierzona w istnienie. Istnienie zaś jest cudem samo w sobie.

    Jeśli potrafimy zerwać relację z kimś w jednej chwili, budując ją przez długie lata, to znaczy, że okłamujemy się w kwestii tego budowania – to znaczy, że nie zbudowaliśmy nic, a jedynie utknęliśmy przy kimś. Bez względu na powody i to, jak będziemy chcieli to utknięcie nazwać.

    Pierwsze wrażenie nie zawsze bazuje na wyglądzie. Bazuje na tym, co przedstawia dla nas wartość, mniej lub bardziej uświadomioną, w którą to wrażenie idealnie się wpisało. Z pierwszego wrażenia jest tu miło. A jakie będzie moje ostatnie wrażenie z pobytu w tym miejscu? 😉 Bo najważniejsze jest wrażenie ostatnie.

    Polubienie

    • To prawda „pierwsze wrażenie” bazuje na złudzeniu, które to potrafi przysporzyć człowiekowi bardzo wiele problemów…

      „Pierwsze wrażenie” jest zdecydowanie przereklamowane i (po)mimo dużego znaczenia jakie dla nas ludzi stanowi nie powinniśmy go przeceniać…

      Oczywiście emocje w naszym życiu odgrywają bardzo istotną rolę – bywa, że uznajemy „je” mianem tego co w naszym życiu najważniejsze lecz emocje potrafią przysporzyć nam (bardzo) wiele problemów zniekształcając obraz tego czemu ów emocje towarzyszą…

      Miłość, nienawiść to bardzo silne emocje, które to aby się pojawić muszą dojrzeć aby stać się realnie prawdziwymi… nie powinniśmy używać słów o tak wielkim znaczeniu i sile jeżeli realnie nie mamy pewności, że powinny się one pojawić…

      Relacje międzyludzkie są bardzo skomplikowanym i pojemnym w swoich charakterze tematem… dojrzewamy do opinii dotyczących innych ludzi – powinniśmy co nie znaczy, że zawsze tak robimy… generalnie do ludzi lepiej nastawiać się pozytywnie lecz czasami takie podejście nie jest rzeczą prostą, a mogące się pojawić rozczarowania trzeba sobie wliczyć w koszt kontaktu z innymi ludźmi…

      Ostatnie wrażenie przeżywa w naszej pamięci znacznie dłużej niż pierwsze… 🙂

      Polubienie

  2. A czasem niestety bywa i tak, że pozytywne nastawienie stanowi dla nieuczciwego człowieka wręcz pokusę do tego, by uznać nas za potencjalną ofiarę, łatwą do zmanipulowania, wykorzystania, a po wykorzystaniu wykluczenia.

    Ale tak oczywiście zdarza się wyłącznie przy trzech warunkach, które muszą być spełnione razem: musimy trafić na nieuczciwego człowieka, nie zorientować się w tym, że na niego trafiliśmy i jednocześnie nie dostrzegać, że nasze pozytywne nastawienie nie zmieni go w człowieka uczciwego, bo nie mamy w tym przypadku z chwilową słabością, na którą moglibyśmy wpłynąć, lecz z premedytacją połączoną najczęściej z recydywą (czyli musimy upierać się przy utrwalaniu własnego złudzenia i lekceważyć sygnały świadczące o rozbieżności deklaracji i czynów takiego człowieka). Na szczęście, ludzi naprawdę nieuczciwych, zepsutych do cna, nie ma na świecie tak wielu, by z tego powodu zmieniać własną optykę postrzegania świata.

    Polubienie

    • Niestety to prawda, że są ludzie wykorzystujący osoby wierzące w dobroć wszystkich… w związku z tym zaufanie trzeba mieć zdecydowanie ograniczone… wiara w ludzi owszem ale… bez przesady… problem w tym, że gdy ktoś zostanie zraniony, oszukany, skrzywdzony zaczyna spoglądać i podchodzić do ludzi z dystansem i powątpiewaniem – to naturalne, że ludzie uczą się na własnych błędach i tracą nieskazitelną wiarę w ludzi…

      Życie nie jest łatwe, a ludzie jeszcze ów trudności związane z życiem potrafią (niestety) pogłębiać…

      Polubienie

  3. To prawda, co piszesz, wiarę w ludzi może podważyć, albo przynajmniej uczynić nas ostrożnymi, nadużycie naszego zaufania, ale też z drugiej strony (co piszę po przemyśleniach), to wcale nie musi dla nas oznaczać zmiany nastawienia do gatunku ludzkiego jako takiego ani zakładania z góry, że skoro ktoś nas oszukał, to każdy może nas pewnego dnia oszukać, wykorzystać, skrzywdzić i że w związku z tym następnym razem należy podchodzić do każdego z dystansem i powątpiewaniem. Mnie, powiem Ci szczerze, to by po prostu w praktyce nie wyszło, nawet gdybym miała się na tym przejechać kolejny i kolejny raz. Po prostu świadomie jednak wybieram odruchowe pozytywne nastawienie do każdego co do zasady, a jedyny wniosek, jaki mi się nasuwa pod wpływem faktu, że czasem pozwoliłam się wywieść w pole, oszukać, wykorzystać komuś, kogo brałam dzięki takiemu pełnemu otwartości podejściu i założeniu z góry, że mam do czynienia z człowiekiem porządnym, jest taki, że nastawienia zmieniać nie muszę, ale powinnam zwracać uwagę na spójność deklaracji z czynami – czyli nie pozwalać, by słowa i deklaracje zdominowały moje postrzeganie tego, z kim mam do czynienia i nie pozwalać samej sobie okłamywać się, że to, co widzę, zwłaszcza jeśli taki rozdźwięk pomiędzy słowami i czynami powtórzy się po raz drugi i trzeci, jest po prostu incydentalne i nie ma powodu, by na podstawie tego rozdźwięku zmieniać o kimś zdania. Bo niestety, jeśli utkniemy w wyobrażeniu o kimś i nie dociera do nas, że to wyobrażenie nie znajduje pokrycia w czynach drugiego człowieka, a my, żeby w niego nadal wierzyć bez wątpliwości, musimy sobie do dosyć brzydkiej rzeczywistości dorabiać piękną ideologię i przymykać oczy na sygnały ostrzegawcze, to po prostu ryzykujemy po fakcie stwierdzenie, że ponownie daliśmy się podejść i wykorzystać.

    To oczywiście w realnym życiu, bo jeśli chodzi o relacje blogowe, to z nimi jest trochę tak, jak z czytaniem powieści i tak chyba jedynie można do tego podejść (mam na myśli, że nie wystarczy czytać czyjegoś bloga, by wyobrazić sobie, jakim człowiekiem jest faktycznie drugi człowiek, możemy się w takiej sytuacji jedynie pozżymać na treść lub się nią pozachwycać, ale tego, jakim człowiekiem jest ktoś, kto te słowa pisze, treść nie determinuje.) Dopiero możliwość skonfrontowania treści z zachowaniem w realnym życiu może nam powiedzieć o nim cokolwiek więcej i stworzyć jakiś realny fundament pod ocenę i poznanie. Taka jedynie jest różnica (w mojej oceni) pomiędzy blogiem i powieścią, że z bohaterami powieści nie możemy prowadzić dialogu, a z bohaterem wykreowanym przez autora bloga – tak 🙂

    Polubienie

    • Każdy kiedyś „przejechał się” na jakiejś relacji z innym człowiekiem, a mimo to nie odcinamy się od ludzi i chcemy mieć z nimi kontakt… ludzie są nam w życiu bardzo potrzebni – nawet nie wyobrażamy sobie życia bez nich… ponosimy ryzyko bo jest tego warte… w sumie bez ludzi nasze życie straciłoby bardzo wiele, a może w ogóle przestałoby mieć sens…

      Jeżeli chodzi o blog-a i specyfikę takich relacji to rzeczywiście jest to bardzo specyficzna forma kontaktu z innym człowiekiem – ma swoje wady, których nie można zlikwidować ale… to zawsze kontakt z innym człowiekiem, z jego przemyśleniami, spostrzeżeniami, wnioskami…
      Możliwości prowadzenia dialogu jest niewątpliwym plusem w stosunku do bohaterów książkowych, z którymi to możemy się utożsamiać, a nawet zżywać lecz pozostają bierni w kontakcie z nami – no nie pogadamy z nimi (po)mimo to, że często byśmy chcieli… 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s