(Nie)lubimy samych siebie…

Bardzo łatwo przychodzi nam dostrzeganie i wymienianie wad jakie posiadają inni ludzie, a znacznie trudniej przychodzi nam dostrzeganie, a tym samym nazywanie i w efekcie wymienianie zalet innych osób…

Powyższa prawda o nas ludziach często się sprawdza, tak już jest, tacy jesteśmy…

Lecz co ciekawe, a wręcz bardzo ciekawe mówienie o samym sobie w superlatywach (najczęściej) również przychodzi nam (bardzo) ciężko…

Wymień swoje najlepsze cechy…

Wymień swoje zalety…

W czym jesteś (naprawdę) dobry…(?)

Z czego jesteś dumny…(?)

Co jest Twoim największym osiągnięciem…(?)

Wydawałoby się, że to (bardzo) proste pytania, a tak naprawdę udzielenie na „nie” odpowiedzi przysporzyć nam może bardzo wiele trudności…

Tak jak mamy problem z mówieniem o innych dobrze tak też pojawia się u nas problem z mówieniem o sobie (zbyt) dobrze…

O wiele łatwiej przychodzi nam wymienianie wad, niepowodzeń, błędów i porażek niż prezentowanie samych siebie mianem idealnych posiadaczy wszystkich cnót…

Nasz filtr przez, który spoglądamy na Świat i samych siebie nastawiony jest na dostrzeganie negatywów, wad, błędów i niepowodzeń…(?)

A może ze Światem i wszystkimi ludźmi jest aż tak źle, że ogólnie pojęte pozytywy tłamszą już w zarodku to wszystko co pozytywne…?

Idealnie nie jest lecz idealnie nigdy nie było i z pewnością idealnie nigdy nie będzie…

Czy świadomość braku idealności Świata, życia i nas samych jest siłą decydującą w odbiorze rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć…?

Gdzieś indziej na pewno jest lepiej…

W gronie innych ludzi byłbym szczęśliwszy…

To nie moja wina, że…

Lecz czy aby na pewno tam gdzie nas nie ma jest lepiej niż tu gdzie jesteśmy…?

Pielęgnujemy w sobie takie myśli uznając, że „coś” nam umyka, że miejsce, w którym jesteśmy nie jest tym najwłaściwszym…

Jedź, pojedź, sprawdź aby się przekonać…

Wolimy wytykać błędy, uwypuklać wady niż „coś” zmienić…

Z natury leniwi, narzekający i skupiający się na wadach tracimy to co najcenniejsze czyli czas… niezależnie od tego jak bardzo byśmy się starali to czasu nie nadrobimy… „zaoszczędzonych” godzin z „dzisiaj” „jutro” nikt nam nie (z)wróci…

Aby polubić, docenić i dostrzec zalety innych ludzi musimy zmienić samych siebie – polubić samych siebie dostrzegając swoje zalety…

Okrutna wskazówka zegara nieustannie tyka odmierzając czas, którego z każdą sekundą ubywa…

Niczego bardziej nie szkoda od czasu, który tak szybko płynie…

4 uwagi do wpisu “(Nie)lubimy samych siebie…

  1. Bardzo elegancka czcionka po zmianie, ale jednocześnie niewygodnie czyta się pisany nią tekst na małym ekranie smartfona :-). W treść wczytam się więc wieczorem na laptopie.

    Polubienie

  2. Mogę mówić w swoim imieniu, toteż chętnie powiem, że mi nie sprawia mówienie o innych ludziach dobrze i dostrzeganie oraz wymienianie ich zalet. Choć oczywiście pamiętam przy tym, że uznanie czegoś za zaletę lub wadę w drugim człowieku jest bardzo subiektywne i wyraża głównie to, czy ktoś wpisuje się w nasze kryteria oceny danej cechy, naszego osobistego postrzegania jej jako zaletę lub wadę.

    Prosty przykład: ja stwierdzę „taki fajny człowiek, cichy, spokojny”, a w tym momencie ktoś zareaguje i to czasem gwałtownie, albo z niedowierzaniem, że uważamy to za zaletę i stwierdzi „a dla mnie to taki mruk i nie wiadomo, co on tam myśli, kiedy tak milczy” albo „jak dla mnie, za spokojny i za cichy, ja lubię, kiedy ludzie zachowują się bardziej otwarcie”.

    Natomiast bez względu na subiektywizm naszych ocen, myślę, że jeśli nasze oceny i spostrzeżenia są szczere i trzymają się faktów, choćby wyłącznie przez nas postrzeganych jako fakty, a nie kupy (swoją drogą, ciekawe, kto wymyślił, że coś ma się trzymać kupy i wtedy jest ok, a jak się kupy nie trzyma, to jest nie ok 😉 ), to wyrażanie swoich ocen, byle tylko nie było podyktowane przyłożeniem komuś z czystej ludzkiej zawiści lub nieżyczliwości, ma sens. Jeśli przykładowo widzę, że dziewczynie idącej przede mną poszło w rajstopach oczko od dołu do góry, to raczej nie pomyślę „ale niechluj”, lecz o tym, że być może chce wiedzieć, że jej poszło oczko, to jeszcze zdąży wpaść do sklepu (nawet jeśli mogę, to podpowiem, gdzie może szybko wpaść), bo gdyby mi poszło oczko, byłabym wdzięczna, że ktoś mi to podpowiedział (a może idzie na bardzo ważne spotkanie, gdzie musi zrobić jak najlepsze wrażenie?). Jeśli zachwyci mnie szal u obcej osoby na przejściu dla pieszych, gdzie sobie obok stoimy chwilę razem, to ja nie mam problemu ze stwierdzeniem głośno „ale piękny ma pani szal” i wydaje mi się, że nawet jeśli na podstawie mojego zachwytu ktoś od razu pójdzie w samoocenę typu: „no wiedziałam, że mam dobry gust”, to niech mu ta podwyższona samoocena pójdzie na zdrowie :-). Ale jednocześnie ze stwierdzeniem otwarcie „no chyba trochę pieprzysz” też nie mam problemu, jeśli ktoś upiera się pieprzyć.

    Ocena, bez względu na to, czy pozytywna, czy nieco krytyczna, powinna oddawać to, co myślimy, bo na subiektywizm nic nie poradzimy, jest podstawą dokonania oceny, ważne, jak zostaje drugiemu człowiekowi przekazana. Natomiast niestety, niestety, na drugim końcu jest coś, co się nazywa samoocena i czasem, także niestety, niestety, mimo naszych najlepszych intencji bycia szczerym i uczciwym wobec drugiej osoby, pochwała może być odebrana jako kpina, a ocena niekorzystna jako atak i deprecjonowanie, bez względu na ton, w jakim tę uwagę wypowiemy, jeśli mamy do czynienia z osobą o niskiej samoocenie, bardzo drażliwej na swoim punkcie i nieufnej wobec innych ludzi.

    I z mówieniem o sobie mam podobnie. Mogę powiedzieć, że mam super zgrabne nogi, bo kurczę mam super zgrabne nogi, wiem, że stwierdzam wtedy fakt i nie bardzo mnie to grzeje czy ziębi, że ktoś uzna to za objaw nieskromności, ale już nie stwierdzę, że mam piękne włosy, bo kurczę nie mam pięknych włosów, tylko cienkie i mało ich na głowie. Mogę powiedzieć, że jestem odważna w relacjach z drugim człowiekiem i otwarta na odmienność i poznawanie, ale już nie stwierdzę, że mam wyjątkowe zdolności oratorskie, bo bywa, że utknę na czymś przy swojej zdradliwej pamięci i całe przemówienie mogę uznać za stracone (mówiąc nie sprawdzę w trakcie zerkając do wyszukiwarki zapomnianego nazwiska). Jeśli więc nasza samoocena zasadza się na dobrze zdiagnozowanych cechach i sami siebie nie okłamujemy, to ja tam jestem przeciwko fałszywej skromności, bo nie przepadam za kokieterią :-).

    A z tym czasem to masz absolutną rację. On się niestety nieustannie ustawia przeciwko nam. Dlatego zmykam, bo czas na mnie nie chce poczekać, a mam jeszcze coś do zrobienia 🙂

    Polubienie

    • „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” – tworząc sobie w głowie obraz innej osoby bazujemy na tym co widzimy, wiemy, na tym w jaki sposób konkretna osoba chciała się zaprezentować… nie wiemy wszystkiego o innych ludziach, nawet o sobie (chyba) wszystkiego (jeszcze) nie wiemy…

      Zachowanie ludzi się zmienia na przestrzeni czasu, w zależności od okoliczności, są inni gdy „coś” im wychodzi, a gdy ponoszą porażkę okazują się jeszcze inni…

      Zmiennymi i w swojej zmienności niejednoznacznymi jesteśmy istotami… może nam się wydawać, że kogoś znamy, a on mimo to może nas miło zaskoczyć lub przeciwnie – rozczarować…

      Umiejętność dostrzegania swoich zalet jest bardzo ważna i przydatna chociażby z racji tak istotnego poczucia własnej wartości…

      Goni nas czas, a my nieustannie się z nim ścigamy…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s