(Nie)zdecydowani…

Nieustannie pojawiają się jakieś decyzje, które musimy podjąć… to co i jak (z)decydujemy zależy od niezliczonej liczby (prze)różnych czynników – rozmyślamy, dokonujemy wnikliwej analizy i podejmujemy decyzję lub idziemy na żywioł uznając, że pierwsza – niekiedy bezmyślna decyzja jest tą najlepszą bo pierwszą i nie skażoną plątaniną myśli…

Niezależnie od tego jak długo będziemy myśleć i się zastanawiać w efekcie uznając daną decyzję mianem tej najlepszej to wciąż pojawić się mogą wątpliwości i niepewność…

Czy na pewno dobrze zrobiłem…?

Wybrałem najlepiej…?

A może trzeba było postąpić, zrobić, wybrać inaczej…?

Wątpliwości pojawiają się zawsze…

Wątpliwości mogą się stać i okazać przekleństwem, z którym trudno sobie (po)radzić…

Wnikliwa analiza czasu minionego wraz z tworzonymi alternatywnymi scenariuszami może bardzo skutecznie „zatruć nam życie” – zamiast żyć tym co „tu i teraz” i ewentualnie tym co czeka nas „jutro” „babrzemy się w bagnie przeszłości” uwypuklając i nadając przesadnie wysoką rangę temu co miało miejsce, a nie poszło po naszej myśli…

Nawet gdy udaje nam się skutecznie „odcinać od przeszłości” to mamy życie rozgrywające się teraz, a one – każdy dzień stawia przed nami wyzwania w postaci niezliczonej liczby decyzji…

Co zrobimy, co powiemy, jak się zachowamy ale… nawet tak prozaiczne jak co kupimy – Dokonujemy dobrych wyborów…?

W chwili podejmowania decyzji jesteśmy pewni lub przynajmniej wydaje nam się, że decydujemy słusznie – najlepiej jak tylko można tudzież najlepiej jak potrafimy…

Tracimy tak wiele energii na zastanawianie się i roztrząsanie podejmowanych przez siebie decyzji…

Pewności nie będziemy mieli nigdy, a zastanawiając się zbyt długo tracimy to co najcenniejsze czyli czas…

„Brak decyzji to najgorsza decyzja” – trudno się z tymi słowami nie zgodzić mając na uwadze to, że „nieskalane wątpliwościami okoliczności” nigdy się nie zdarzają…

Co nam (po)zostaje…?

Decydować, wybierać i żyć z konsekwencjami podjętych przez siebie decyzji…

Oczywiście możemy czekać na sprzyjające okoliczności i moment, w którym (w pełni) dojrzejemy do konkretnej decyzji ale… musimy pamiętać o tym, że to może (po)trwać, a czas, który mamy jest (niestety) ograniczony…

To co przeoczymy i z biegnącym w oszalałym tempie czasem utracimy już nigdy nie wróci…

„Nic dwa razy się nie zdarza”, a rzeka do której rzekomo dwa razy się nie wchodzi może wyschnąć gdy utraci połączenie z zasilającym ją źródłem…

4 uwagi do wpisu “(Nie)zdecydowani…

  1. „Niezależnie od tego jak długo będziemy myśleć i się zastanawiać w efekcie uznając daną decyzję mianem tej najlepszej to wciąż pojawić się mogą wątpliwości i niepewność…”.

    Chyba tak nie mam. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to po prostu sobie coś tam analizuję i z analizy wypada mi, że mogę zarekomendować / wdrożyć takie rozwiązanie, które uważam za mniej ryzykowne lub bardziej opłacalne, zawsze ze skalkulowanym ryzykiem lub oszczędnością. Pracuję po stronie kosztowej, więc mniej niż osoby odpowiedzialne za przychody wróżę z fusów, więc mam chyba niż oni łatwiej :-). A może to wynika wyłącznie z wieloletniego doświadczenia i przerabiania w trakcie zdobywania tego doświadczenia wielu możliwych opcji, nie jest więc wykluczone, że gdybym była po drugiej stronie, z takim doświadczeniem byłoby mi też stosunkowo prosto.

    Analizę uważam jednak za niezwykle istotną, dla mnie to klucz do pojęcia właściwej decyzji, trudno więc stwierdzić, że idę na spontan.

    Kiedy już jednak coś rekomenduję lub wdrażam, to nie zawracam sobie głowy wahaniami, czy dobrze zrobiłam i co by było, gdybym wybrała inaczej. Nie mam takich refleksji w chwili podejmowania decyzji. Dlatego właśnie twierdzę, że analiza przed podjęciem decyzji jest kluczowa, a wątpliwości i wahania pojawiają się, jeśli na analizę poświęcimy zbyt mało czasu lub zrobimy ją powierzchownie / na podstawie bardzo okrojonych danych czy przesłanek. Po doświadczenie sięgam bardzo często i dlatego moje decyzje rzadko są nietrafione, a jeśli brakuje mi doświadczeń własnych, sięgam po doświadczenia innych oraz do własnej intuicji, która mi bardzo sprzyja :-).

    I naprawdę po podjęciu decyzji nie gdybam, czy zrobiłam dobrze. Czy mogłam wybrać lepiej. Wiem, w chwili jej podejmowania, że każda inna byłaby mniej korzystna lub mniej rozsądna.

    Dlatego nie uważam, że sięganie po doświadczenia jest babraniem się w bagnie i marnowaniem czasu, który mogłabym spędzić przyjemniej lub mądrzej. Po to w końcu zdobywamy doświadczenia, by nam dobrze służyły.

    Nie rozumiem sformułowania „odciąć się od przeszłości”, bo za swoje decyzje biorę pełną odpowiedzialność, wraz ze wszystkimi jej konsekwencjami, przecież jest moja. Przyniesie mi lub komuś sukces – pięknie, to cieszy, spotka się z porażką – porażka to doświadczenie na przyszłość, a więc sprawa przy moim podejściu niezwykle cenna, bo pozwala unikać następnych lub je minimalizować.

    Tak samo postępuję w prywatnym życiu. Jeśli już uważam decyzję za podjętą, to jej nie żałuję, bez względu na to, co przyniesie (vide powyższe wnioski).

    I jeszcze jedno – w sprawach bardzo drobny. Załóżmy, że idzie weekend, a ja mam ochotę: a) pójść do kina i b) pójść na wystawę i c) pójść z psem na długi spacer i d) posprzątać mieszkanie i e) pomalować obraz i f) spotkać się z przyjaciółką. Wtedy do tego dochodzi sporo spontaniczności, czyli – najpierw biegnę sobie na wystawę, skoro jest krótko otwarta, po niej wpadam do domu i marnuję sporo czasu na kompie, orientując się po drodze, że ze spaceru to dziś już raczej nici, bo późno, więc albo kino, albo przyjaciółka, przyjaciółka dzwoni, że wpadnie jutro, więc zaczynam sprzątać, malowanie odkładam więc sobie w duchu na jutro, bo przecież nie zając, nie ucieknie, znajduję fajny film w telewizji, więc kino odkładam na kolejny tydzień i w ten sposób problem podejmowania decyzji rozwiązuje się sam, a ja wiem, że mam jeszcze mnóstwo weekendów przed sobą, by dokończyć malowanie, sprzątanie, spotkania z przyjaciółką i kino. Czyli generalnie – nic straconego :-).

    Zdarza mi się czasem natomiast żałować, że nie zaufano mi na tyle, by uwzględnić moje zdanie w procesie decyzyjnym mnie obejmującym. Ale na to już mamy o wiele mniejszy wpływ, niż byśmy sobie tego życzyli.

    Co do rzeki – ona nigdy nie jest tą samą rzeką, więc nie można do niej wejść po raz drugi. Po raz drugi można wejść jedynie do bajorka ze stojącą wodą.

    Polubienie

    • Doświadczenie jest wartością nadrzędną w kwestiach zawodowych ale nie tylko zawodowych bo generalnie doświadczenie w życiu procentuje i zdecydowanie pomaga…

      Z doświadczenia innych trzeba umieć korzystać – nie każdy to potrafi…

      A intuicja no cóż różnie z „nią” bywa co nie zmienia faktu, że bywa pomocna…

      Jeżeli chodzi o przeszłość to różnie z nią bywa… nie powinna być balastem noszonym na plecach ale… czasami dla niektórych ludzi staje się problemem, z którym nie potrafią sobie dobrze radzić…

      Spontaniczność bywa przyjemna – oczywiście nie zawsze można sobie na „nią” pozwolić ale… gdy okoliczności i czas jest sprzyjający to zdecydowanie warto… niektóre plany można plastycznie zmieniać w zależności od potrzeb lub pragnień…

      Bajorko ze stojącą wodą mimo iż teoretycznie w swoim charakterze stałe to jednak również podlega pewnej zmienności – wody może przybyć lub ubyć, a i nasz jego odbiór ulega zmianie na przestrzeni czasu…

      Jednak wiele prawdy jest w słowach – „Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana…”

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s