Pisarzem się człowiek rodzi…

Czy też może jednak pisarzem się człowiek z biegiem życia, a tym samym „z biegiem płynącego czasu” staje…?

Pisarze to mają „klawe życie”…(?)

Wstaje sobie, o której mi się chce lub też nie wstaje wcale jeżeli nie mam na to ochoty… jem śniadanie lub też go nie jem jeżeli nie mam apetytu… zabieram się do pisania, a gdy nie mam „weny twórczej” przekładam tylko z miejsca na miejsce porozwalane po całym biurku kartki… złapane w pośpiechu myśli na pożółkłym papierze okazują się mi „teraz” tak bardzo obce mimo iż koślawe linijki zapisanego tekstu dobitnie świadczą o tym, że „jam to, nie chwaląc się, sprawił…”

Czy kolejny raz obudził się we mnie „demon nocnego pisarza”…?

A może to tylko skowyt (u)dręczonej duszy, która w ciągu dnia śpi…?

Wydawca wciąż dręczy telefonami, a tekstu nie przybywa wręcz przeciwnie w głowie pustka mimo iż wczoraj wylałem z siebie tak wiele słów, które nie po raz pierwszy rozpłynęły się w nicości…

Pomimo nakreślonego w głowie „zgrubnego planu” bohaterowie kolejny raz wymykają mi się spod kontroli stając się jak gdyby „osobnymi bytami”…

Przecież ja tu jestem twórcą i to ode mnie zależy kto i jak tańczyć będzie… nie ja dla nich, a oni dla mnie – Czy nie tak być powinno…? Tak właśnie (z założenia) miało być…

Może wyjść z domu i (po)obserwować ludzi i ich życie powinienem aby myśli pozbierać i na papier cokolwiek przelać …(?) lecz co mi po tych przemykających chodnikami szarością opatulonych istotach…?

Czy, któremuś z nich uda się mnie jeszcze (za)inspirować…?

A może sklep monopolowy odwiedzić i swoją kreatywność gatunkowymi procentami podrasować…?

Lecz czy napiszę cokolwiek gdy moja krew w promile się uzbroi…?

„Marność nad marnościami i wszystko marność”… przecież Ci wszyscy „normalni ludzie” od ósmej do szesnastej w pracy wylewają „siódme poty” tkwiąc „przed i po” w korkach, na które ja mogę tylko z politowaniem spoglądać…

Czy aby nie jestem szczęśliwcem mogąc robić to co robię mimo iż nie zawszę właściwie zabrać się za „to” potrafię…?

A czy ludziom owoce pracy takich jak „ja” są w ogóle potrzebne…?

Bez prądu, wody i chleba obyć się nie można, a bez tych wszystkich „myśli ubranych w słowa” można sobie (po)radzić… no dobrze ale… po ciężkim dniu pracy rozrywki każdy jakiejś potrzebuje „aby życie smak jakiś miało”… igrzyska od setek lat czas wolny ludziom wypełniały (po)mimo istnienia „problemów przyziemnej natury”… „coś” poza pracą człowiek mieć musi aby (naj)zwyczajniej w świecie nie zwariować…

Niby obecnie mało czytamy ale… jednak (coś) czytamy…

Wniosek nasuwa się jeden będąc jednocześnie wnioskiem uniwersalnym zazwyczaj dostrzegamy zalety tego czym sami się nie zajmujemy, a gdy już zasmakujemy tego „czegoś” to smak nie zawsze jedynie słodkim dla nas być musi…

Wszystko może spowszednieć, a nawet się (z)nudzić… wielką sztuką jest „nieustannie podsycać fascynację życiem”, a praca do istotnych składowych życia się zalicza…

Na szczęście poza pracą też jest życie – zwłaszcza poza pracą… 😉

Ps. Tekst (po liftingu) pochodzi z mojego zaniedbanego-zapomnianego bloga literatdegenerat.bloog.pl, który (ze względu na likwidację platformy blogowej) miał zniknąć 31 marca… uprzedziłem ten fakt kasując własnoręcznie bloga lecz uprzednio skopiowałem zamieszone tam teksty… bo „Nie wszystek umrę…” i trochę mi szkoda aby zniknęło to co kiedyś (na)pisałem…

6 uwag do wpisu “Pisarzem się człowiek rodzi…

  1. Mam wrażenie, że najgorsze, co może spotkać pisarza, to zostać „zakontraktowanym”. Dopóki pisze się we własnym tempie i od serca, zgodnie z własnym rytmem, a nie pod presją czyichś oczekiwań, pisze się swobodnie, a tylko takie swobodne pisanie we własnym tempie ma prawo być naprawdę dobre. Pisanie pod presją oczekiwań, terminów, nieustannych pytań typu: „kiedy, czy już skończyłeś” itd. bardzo mi mnie irytowało i po prostu przeszkadzało w pisaniu. Mnie przykładowo nic nie ponagla. Nic, nawet sama ja. Piszę od 2005 roku, mam jakieś 70%, ale bywają takie momenty, że kompletnie gubię wątki, albo staję się zbyt krytyczna, albo zbyt mało krytyczna, albo okazuje się, że coś muszę pogłębić, coś doczytać, nad czymś zastanowić się w zupełnie innym nastroju niż ten, w którym jestem i gdyby wisiała nade mną siekiera w postaci jakiegoś terminu, to albo oddałabym do druku bubel, albo bym zerwała kontrakt, a sądząc po sobie, raczej to drugie, bo do bubla ciężko byłoby mi się później było przyznać. Wiem, o czym piszę. Wiem, jaka ma być ostatecznie moja książka i o czym ma być. Kiedy czytałam ostatnio Inne kolory Pamuka, to doszłam do wniosku, że z wyrzuconych przeze mnie fragmentów i wątków pewnie powstałoby już kilka innych książek, na zupełnie inne tematy. Ale nie uczepię się tej myśli, bo ja chcę napisać tylko jedną książkę w swoim życiu, nie z powodu potrzeby bycia sławną, zaistnienia, czy dla pieniędzy. Żyję z zupełnie innych działań. To ma być taka historia (ta z moją książką), jak z właściwie jedyną książką (bo reszta jest, ale drobniutka i poboczna) Hugo Clausa (i nie o to chodzi, że mam pretensję o Nobla 🙂 ), jak z właściwie prawie do kresu życia Harper Lee („Idź, postaw wartownika, nie liczę), jak z Littlem i jego Łaskawymi, czy jak w przypadku Xingjiana. Jedna, gruba, o tym, co mnie nurtuje, męczy, dręczy, nad czym przez pół życia myślę, co mi się po nocach od dzieciństwa śni i co się moimi snami wyraża. O tym, o co nieustannie sama siebie pytam i o co pytania zadaję innym, lub na temat czego nieustannie szukam odpowiedzi w innych powieściach, opracowaniach, esejach. O naturze zła. O tym, co tak naprawdę oznacza bycie dobrym człowiekiem. Fabuła to tylko pretekst. Odpowiedzi na pewno nie znajdę i chyba o poszukiwania mi przede wszystkim chodzi. A życie samo dopisuje kolejne rozdziały.

    Polubienie

    • Swobodne pisanie jest najprzyjemniejsze, a presja czasu może bardzo skutecznie odebrać „radość tworzenia” generując jednocześnie stres, który może się przyczynić nawet do zaniku „weny twórczej”…

      Każdy powinien pisać w swoim tempie – to dziedzina, którą trudno zaszufladkować, a tym bardziej nałożyć odgórne ramy czasowe…

      Życie nieustannie pisze kolejne rozdziały, w których wiele sytuacji jest warta zapamiętania, a część z nich jest warta nawet zapisania…

      Tworzenie i dopracowywanie na przestrzeni dłuższego czasu może przyczynić się do dojrzalszej, a tym samym wartościowszej pozycji jaka wyjdzie spod pióra piszącego…

      Polubienie

      • Wielokrotnie książki, które pochłaniamy przez tydzień, są pisane przez dwadzieścia i więcej lat. A nam się po prostu wydaje, że ktoś przysiadł, napisał, oddał do publikacji, zjadł kolację, sięgnął „po pióro” i zaczął następną :-).

        Polubienie

        • No właśnie… większości może się wydawać, że pisanie jest bardzo proste i nie ma łatwiejszego zajęcia, a prawda jest taka, że to niezwykle pracochłonne i niczego do końca nie można zaplanować… pisanie od przysłowiowej 7 do 15 się nie sprawdzi, a głowy wyłączyć po za kończeniu pisania nie można… to zajęcie, które pochłania bez reszty, a efekty nie zawsze okazują się zadowalające…

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s