Arcyłgarze, fantaści, kanciarze i koloryści…

Pisarze upodobali sobie mistyfikacje i liczne manipulacje…

Bo czym, że jest „tekst literacki” jak nie odkształconym obrazem rzeczywistości…(?)

Na styku Świata realnego i tego realności (z oczywistych powodów) pozbawionego, a istniejącego gdzieś głęboko w trzewiach osoby pisaniem się parającej… przenikające się wzajemnie Światy przeplatają się, nakładają ale… również samym sobie (bardzo często) zaprzeczają…

Nie tylko rejestrujące otaczającą nas rzeczywistość oczy lecz również „filtr wrażliwości” w jaki uzbrojona jest dusza… wszystko to okraszone (często sztucznie) utrzymywanymi przy życiu „podrasowanymi myślami”…

Zainteresować, dać do myślenia, przestraszyć, rozbawić, w stan zadumy wprawić, a co najważniejsze przyciągnąć do siebie i utrzymać przy sobie możliwie jak najdłużej…

Czy piszącym i (co bardzo istotne) publikującym na czymś innym może zależeć…?

A jeżeli już ziarnko (u)padnie na żyzny grunt kiełkować zacznie – można zaprzeczać lecz prawda jest taka, że „człowiek potrafi uwierzyć we wszystko” nawet mimo braku racjonalnych ku temu przesłanek… oczywiście nie każdy żyznym gruntem się staje lecz stać się nim może (po)mimo „twardego stąpania po ziemi”…

„Syndrom Boga” nie jest obcy żadnemu pisarzowi jak również poczucie swoistej wyższości nad tymi, którzy pochylają się nad publikowanymi tekstami…

To oczywiste, że przemawia przeze mnie ZAZDROŚĆ… wstyd mi lecz „to silniejsze ode mnie”… bo cóż wspanialszego i bardziej niezwykłego być może jak (za)interesować inną osobę tym co w nas się dzieje – z założenia jesteśmy do siebie (bardzo) podobni, a jednak różnice między nami istnieją krystalizując sprawiają, że nie wszyscy interesują nas na tym samym poziomie…

Aby zaciekawić, zainteresować i przyciągnąć innych ludzi trzeba „umiejętnie koloryzować siebie samego”, otaczającą nas rzeczywistość i własne życie – tego trudno się nauczyć tą umiejętność się posiada lub nie…

Teoretycznie wszystkiego można się nauczyć – (w tym przypadku) tylko teoretycznie…

Nie zaprzeczycie, że pisarze nami w mniejszym czy też większym stopniu ale… (bardzo umiejętnie) manipulują…

Manipulacja ma zabarwienie pejoratywne lecz w przypadku pisarzy uznać by wypadało, że świadczy o talencie, niezwykłej umiejętności i swoistego rodzaju „iskrze Bożej”, której można tylko pozazdrościć…

„Ćwiczenie czynie mistrza” – Czy w przypadku pisania jest podobnie…?

Zapewne tak ale… talentu i lekkości w operowaniu słowem (chyba jednak) nie można wyćwiczyć…(?)

(Po)mimo to warto próbować, starać się i nie poddawać…

Do zapisania jest jeszcze tak wiele stron…

Powodzenia wszystkim piszącym życzę, a czytającym umiejętnego wybierania tego co mają zamiar (prze)czytać…

14 uwag do wpisu “Arcyłgarze, fantaści, kanciarze i koloryści…

  1. W wielu miejscach się z Twoim punktem widzenia nie zgodzę, dostrzegając i inne intencje przyświecające pisarzom, bo w mojej ocenie te intencje są generalnie wypadkową życiowej postawy osoby piszącej, ale żeby możliwie najszczerzej wyrazić swój osobisty pogląd, muszę mieć czas i spokój, żeby to sobie przemyśleć i w głowie poukładać, więc ten wpis, wystarczająco ciekawy, by nakłonić do głębszej refleksji, zostawię sobie na weekend 🙂

    Polubienie

    • Cieszy mnie to, że mój wpis okazał się dla Ciebie „wystarczająco ciekawy” aby dać do myślenia… to dobrze, że się ze mną nie zgadzasz – tak jest zdecydowanie ciekawiej, a sam bardzo chętnie poznam Twój punkt widzenia…

      Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  2. „Pisarze upodobali sobie mistyfikacje i liczne manipulacje…”

    Słowo „manipulacja” odruchowo kojarzy się pejoratywnie. Chociaż ja bym osobiście wprowadziła do tego odczucia pewną korektę – mam świadomość, że tak naprawdę wszyscy wszystkimi po trochu manipulują, bo siłą rzeczy przekonanie kogoś do własnego punktu widzenia to także pewien rodzaj manipulacji (a przynajmniej podjęta próba swego rodzaju manipulacji, pojmowanej jako próba dokonania zmiany w rzeczy zastanej – czyimś stanowisku, poglądach, przekonaniach, utartych schematach i wierzeniach), rzecz jedynie w tym, że nie czujemy się z nią dobrze, jeśli do tej zmiany (podejmowanej jako próba zmiany lub wprowadzonej jako zmiana do naszego stanowiska) nie jesteśmy przekonani, to bardziej jesteśmy skłonni określić tę zmianę jako efekt czyjejś manipulacji, a jeśli taka zmiana przynosi nam pożytek, to bardziej jesteśmy skłonni podpisać się pod nią i jej samodzielnym autorstwem, uzasadniając ją własną zdolnością i skłonnością do racjonalnej elastyczności . No tak jesteśmy skonstruowani i nic na to nie poradzimy, bo to naturalna kolej rzeczy, naturalny efekt wyjścia poza własny, jednoosobowy świat.

    W moim już całkiem długim życiu zdarzało mi się więc zarówno czuć „zmanipulowaną” wbrew własnej woli (oczywiście taka konkluzja pojawia się po fakcie, kiedy uświadamiamy sobie, że pozostawaliśmy pod urokiem czegoś, co miało nam służyć, a okazało się zbyt długim urojeniem, snem, wyobrażeniem bez realnych podstaw), jak i z pożytkiem dla siebie (czyli manipulacją moim stanowiskiem w taki sposób, że nawet opierając się lub wątpiąc początkowo w słuszność dokonania we własnym stanowisku zmiany, w ostatecznym rozliczeniu czułam się za taką manipulację wdzięczna).

    Nie mam takiego wrażenia, że pisarze mną (czy kimkolwiek) usiłują manipulować, bo wychodzę z założenia, że mam prawo wyboru i z niego korzystam. Czytając powieść, wiem, że jako powieść zawiera elementy fikcyjne, jest rezultatem wyobraźni autora przetworzonej na słowa. Czasem te słowa potrafią mnie zachwycić swoją urodą (dam Ci za chwilę konkretny przykład), ale pamiętam przez cały czas, że to, że te słowa mnie zachwycają, nie oznacza, że przeczytałam prawdę objawioną, w którą mam obowiązek wierzyć, ale to, że ktoś po prostu jest mistrzem słowa, że potrafi zastaną rzeczywistość urokliwie w te słowa ubrać lub nimi ją ubarwić, zamieniając nieciekawą i niedostrzeganą często codzienność w coś, co nas dzięki maestrii użytych słów, ich konstrukcji, urzekającego doboru, przy tej rzeczywistości zatrzyma, zwróci nam na nią uwagę, sprawi, że będziemy zdolni dostrzec coś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy lub ująć zgrabnie coś, czego sami tak zgrabnie i syntetycznie ująć nie potrafiliśmy.

    Jak zwykle mam sporo do powiedzenia, więc znów dzielę swoją wypowiedź na akapity 🙂

    Polubienie

    • Zgodzić się z Tobą muszę z tym, że różnego rodzaju manipulacją podlegają wszyscy… czasami bezwiednie, a bywa, że nawet bez zamiaru osoby, która nami manipuluje… oczywiście są również ludzie, którzy budują swoje życie na manipulowaniu innymi…

      Nie upieram się przy tym, że pisarze (zawsze) nami manipulując celowo – bywa, że ludzie zostają zmanipulowani bo stanowią podatny grunt dla słów, które czytają…

      Polubienie

  3. Bo czym, że jest „tekst literacki” jak nie odkształconym obrazem rzeczywistości…(?)”

    Powiedziałabym, że raczej nie „odkształconym” (bo „od” odbieram jako sugestię, że coś po dokonaniu zmiany odbiega od normy, a tak wcale być nie musi), lecz „przekształconym”. Mamy rozum (i tu być może dosyć kontrowersyjnie stwierdzę, że większość ludzi go ma, choć często na to nie wygląda 🙂 ), i to od nas zależy, czy to przekształcenie uznamy za nadal pozostające w granicach akceptowalnych norm, czy też pukniemy się w czoło i pokręcimy głową stwierdzając, że to, co czytamy, w akceptowanych przez nas normach się nie mieści, czy też ciekawość popchnie nas do podrążenia tematu i zakwestionowania tego, co odkryjemy jako manipulację rzeczywistoscią, czy poddamy się bez dyskusji czyimś argumentom tylko dlatego, że zostały zgrabnie ujęte w słowa, i oczywiście przede wszystkim, czy mamy do czynienia z interpretacją rzeczywistości, czyli utworem non fiction, czy też doskonale wiemy, że czytamy powieść, a więc akceptujemy fakt, że nawet całkowicie odrealnione postrzeganie świata w niej umieszczone powinniśmy zdroworozsądkowo potraktować wyłącznie jako czyjąś fantazję, a ta na kartach książki (dopóki poza książkę nie wychodzi) ma prawo być nieograniczona. To przykładowo, co mnie szokuje, to popełnienie zbrodni lub przestępstwa, a następnie opublikowanie lub sfilmowanie tego przestępstwa dla korzyści (sława, pieniądze), a to, co akceptuję, to popełnienie przestępstwa przez jedną osobę (która stara się to ukryć lub tak manipuluje własną rzeczywistością, by przestępstwo przez niego dokonane nie ujrzało światła dziennego), a inna wnikliwa osoba to przestępstwo dostrzeże i opisze, pokazując światu czyjąś twarz w prawdziwym świetle. Na tej zasadzie przyklaskuję przykładowo Justynie Kopińskiej, uważając ją za kobietę przyzwoitą i odważną, a oburzam się na media i wydawnictwa, które pomagają zwykłym cynicznym draniom wykreować się na bohaterów, i na tę część społeczeństwa, które takiej sensacji łaknie, podgrzewa je i nie widzi w tym niczego złego ani szkodliwego.

    Polubienie

    • Owszem słowo „przekształconym” wydaje się w tym miejscu właściwsze… w chwili pisania posta pojawiło mi się w głowie słowo „odkształcony” lecz „przekształcony” brzmiałoby właściwiej… no cóż słów czasami człowiekowi brakuje… 🙂

      Czytelnicy są bardzo różni, a co za tym idzie pochłaniane przez nich treści wywierać mogą odmienną reakcję… sięgając po konkretny gatunek powinniśmy spodziewać się tego co będzie nam dane czytać ale… pisarze potrafią zaskakiwać… 😉

      Polubienie

  4. „…wszystko to okraszone (często sztucznie) utrzymywanymi przy życiu „podrasowanymi myślami”…

    Wnikliwy czytelnik tę sztuczność wyłapie. Zdarzało mi się czytać teksty tak sztucznie podrasowane, że aż rażące. Wiersz nie będzie piękniejszy przez wrzucenie do niego zlepku wyszukanych słów, bo to, że autor kierował się głównie potrzebą wywołania wrażenia, da się wyczuć. Ale tu zrobię miejsce dla zdania, które mnie osobiście w ostatniej lekturze ujęło swoją zręcznością i tak wyszukane słowa są dla mnie wyłącznie dowodem na czyjś „profesjonalizm” (bo pisanie to po prostu jedna z profesji, zwłaszcza jeśli traktujemy ją jako źródło dochodów lub główne źródło dochodów) i miarą tego, co czego sama w pisaniu powinnam zmierzać. Oto Kundera w „Zasłonie”: „… każde najmniejsze wydarzenie, gdy tylko staje się przeszłością, traci swój konkretny charakter i sprowadza się do konturu”. Jako potencjalny 🙂 pisarz bez doświadczenia pochylam się nad tego typu zwrotami, bo są dla mnie niedoścignionym na dzień dzisiejszy mistrzostwem syntetycznej metafory. Znaleźć tak bystrą, wnikliwą i syntetyczną metaforę, to dla mnie wyzwanie :-).

    Polubienie

    • Operowanie metaforami własnego autorstwa to wielka sztuka, której można tylko pozazdrościć – zazdroszczę w pozytywnym tego słowa znaczeniu… 🙂

      Sztuczność owszem dla wytrawnego czytelnika jest łatwa do wyłapania…

      Polubienie

  5. „Zainteresować, dać do myślenia, przestraszyć, rozbawić, w stan zadumy wprawić, a co najważniejsze przyciągnąć do siebie i utrzymać przy sobie możliwie jak najdłużej…
    Czy piszącym i (co bardzo istotne) publikującym na czymś innym może zależeć…?”

    Sądzę, że tak, że może im zależeć jeszcze na czymś. Pisze o tym Pamuk w „Innych kolorach”. Oddam to swoimi słowami. Często jest tak, że rozmawiam z drugim człowiekiem i słuchając go wnikliwie, wyłapuję w jego wypowiedzi coś, nad czym chciałabym się dłużej pochylić, co sprawia, że uruchamia się w mojej głowie potrzeba podzielenia się z taką osobą wieloma przemyśleniami na dany temat. Ale zauważ, że w rozmowie nie mamy takich możliwości, ogranicza nas czas, ulegamy presji innych obowiązków, czujemy, że w ten sposób skoncentrowalibyśmy uwagę na sobie, a nie jest to naszym zamiarem, presja czasu i okoliczności sprawia, że nasza wypowiedź byłaby niekompletna, nieprzemyślana, a przez to mogłaby być źle zrozumiana lub potraktowana jako natrętna, wypowiedziana w nieodpowiednim czasie, miejscu, towarzystwie. A przecież to wcale naszym przemyśleniom nie ujmuje ich wagi. I wtedy właśnie pojawia się w tej przestrzeni narzędzie właściwe do podzielenia się swoimi przemyśleniami (w małym rozmiarze i wymiarze blog, a w większym wymiarze i pozwalając na swobodniejsze i dokładniejsze dopracowanie własnych przemyśleń – książka). Książka, która przyciągnie tych, którzy chcą się z naszymi myślami zapoznać, których one zainteresują, zainspirują, których zastanawiają podobne kwestie, których nurtują podobne przemyślenia. Piszę się dla swoich czytelników, a nie dla tych, których nasze przemyślenia nie interesują :-). Piszemy dla tych, którzy chcą nas czytać, słowem – dla tych, których to, czym chcemy się dzielić, jest interesujące, a to zainteresowanie może się wyrażać na wiele sposobów, nie tylko zachwytem, ale też kontrowersją, potrzebą polemiki, dyskusji, słowem – poszerzania swojej wierzy, horyzontów, poznawania. Ja sobie życia bez książek po prostu nie wyobrażam.

    Polubienie

    • Niewątpliwie wiele jest prawdy w tym co napisałaś… rozmowa „na żywo” ma wiele zalet ale również pewne ograniczenia… tekst pisany daje nieporównywalnie więcej czasu do namysłu, umożliwia dokonywanie zmian, chwila zadumy i przerwy nie wytworzy krępującej ciszy, której tak bardzo nie lubimy w czasie rozmów…

      To prawda, że po pisane teksty sięgają osoby, które chcą poznać naszą opinię na dany temat, zaznajomić się z naszymi przemyśleniami…

      Polubienie

  6. „Syndrom Boga” nie jest obcy żadnemu pisarzowi jak również poczucie swoistej wyższości nad tymi, którzy pochylają się nad publikowanymi tekstami…”

    Nie zgodzę się. Oczywiście ten brak zgody wynika z mojego podejścia :-). Ja pisarzom nie zazdroszczę niczego, bo wiem, a przynajmniej tak to traktuję, że pisanie to jednak bardzo ciężka praca, naprawdę bardzo ciężka, a przy tym – nadal praca, czyli wysiłek. Ogromny wysiłek, który szanuję, ale na równi z wysiłkiem, który wkłada w swoją pracę pani sprzątająca, chirurg czy prezes dobrze prosperującej firmy. To jest fach i tak to należy traktować. Każdy dobrze wykonywany zawód wymaga ogromnego wysiłku, poszukiwań, poświęconego czasu, wnikliwości, cierpliwości, dokładności, sumienności. Syndrom boga nie jest więc w mojej ocenie właściwy pisarzom, ale po prostu co poniektórym ludziom – jak człowiek jako człowiek jest wyniosły, to i jego pisanie będzie wyniosłe, a jak jest pełen pokory i empatii, to i jego pisanie będzie pełne pokory i empatii, to, co dany człowiek z własną osobowością robi i gdzie się ta jego osobowość ujawni, to sprawa drugorzędna. I to ta osobowość często sprawia, że książkę albo się chłonie, albo się ją porzuca traktując jako trudno przyswajalny bełkot.

    „Aby zaciekawić, zainteresować i przyciągnąć innych ludzi trzeba „umiejętnie koloryzować siebie samego”. Też się nie zgodzę. Jedni koloryzują samych siebie, a inni po prostu wyrażają samych siebie, a książka to idealne medium do wyrażenia samego siebie. To, czy zaufamy, to kwestia naszego podejścia i naszej interpretacji. Jeśli jesteśmy podatni na sztuczne autorytety, to sam fakt, że ktoś jest pisarzem (aktorem, reżyserem, uznanym prawnikiem itd.) będzie nam zginał kolana i pochylał głowę w podziwie, jeśli zaś mamy porządny system wartości i jesteśmy temu systemowi wartości wierni przy dokonywaniu oceny, do nam nie wystarczy, że ktoś jest pisarzem (vide ostatnie wybryki Jacka Piekary), by go podziwiać, potrzebujemy do tego czegoś więcej (czyli człowieka w pisarzu, człowieka, którego w nim szanujemy i podziwiamy jako człowieka, a nie odwrotnie, podziwiając pisarza w człowieku). Ja osobiście miałam zawsze problem z uznawaniem sztucznie rozdymanych autorytetów i nigdy mi oczy nie rozbłyskały w obliczu stwierdzenia, że ktoś jest „kimś” z powodu zajmowanego stanowiska czy piastowanego zawodu albo stanu posiadania. Żebym kogoś mogła uznać za Kogoś, muszę w nim zobaczyć prawego, przyzwoitego, solidnego, poważnego i szanującego siebie człowieka, profesja, jaką się para, jest dla mnie i zawsze była drugorzędna.

    Polubienie

    • Mam świadomość trudu pracy jakim jest pisanie ale… mimo wszystko zazdroszczę – w pozytywnym tego słowa znaczeniu… zazdroszczę bo podziwiam… oczywiście, że każdy zawód/zajęcie zarobkowe zasługuje na szacunek i uznanie – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości…

      A jeżeli chodzi o „Syndrom Boga” to spojrzeć chciałem na tą kwestię pod kontem mocy sprawczej i siły jaką oferują słowa – tylko od piszącego zależy jak wykreowany przez niego Świat wyglądać i funkcjonować będzie… to (nie)bezpieczna możliwość jaką daje pisanie…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s