Pisarza na czytelnika wpływu wywieranie…

Czy książki zmieniają czytających…?

Czy w trakcie czytania i po jego zakończeniu „coś” się w człowieku „zmienia”…?

Czy w czytelniku „zaczyna się coś dziać”…?

Co się dzieje po przeczytaniu słowa „KONIEC” (oczywiście zakładając, że takowe słowo się pojawia)

Czytelnik się zmienia…?

Zmienia się „jego” spojrzenie na otaczającą „go” rzeczywistość….?

Zmienia się jego podejście do życia i postrzeganie Świata…?

Coś w „nim” (po)zostaje…?

Jeżeli TAK… To co…? Ile „tego” jest…? Jak długo „to” w nas żyje…?

„Kilka wyrwanych z kontekstu myśli”, cień wrażliwości autora, refleksja nad życiem, otaczającym Światem i bólem (prze)mijania…

Uznaje się, że czytanie rozwija – zapewne „jest w tym wiele prawdy”… bogacąc słownictwo i rozwijając wyobraźnię… dając szansę poznania odmiennego punktu widzenia i specyfikę powstawania (za)pisanych myśli…

Okazja do konfrontacji przemyśleń własnych z przeczytanymi, a uprzednio zapisanymi przez autora – swoista ich polaryzacja…

Z jakiegoś powodu ludzie sięgają po książki pragnąc na chwil kilka zagłębić się w Świat (wy)kreowany przez konkretnego pisarza… rozrywka tego typu wymaga od odbiorców znacznie więcej (za)angażowania i wysiłku lecz w zamian daje nieporównywalnie więcej satysfakcji, wartości i śladu w na samych niż… chociażby władanie przysłowiowym pilotem do telewizora…

„Czytanie rozwija rozum młodzieży, odmładza charakter starca, uszlachetnia w chwilach pomyślności, daje pomoc i pocieszenie w przeciwnościach…” (Marek Tuliusz Cyceron)

Cyceron żył ponad dwa tysiące lat temu, a jego słowa pozostają wciąż (tak bardzo) aktualne…

Czytanie daje nam szansę, okazję, a nawet sposobność „życia wieloma życiami”… Czy nie brzmi to (przypadkiem) wystarczająco zachęcająco aby sięgać po książki…?

Dziecko powie – „Poczytaj mi Mamo”, a gdy już posiądziemy umiejętność czytania nie zasłaniajmy się tym, że nie ma nam już kto czytać… gdy nie mamy czasu lub nam się najzupełniej w Świecie nie chce zawsze sięgnąć możemy po audiobooka…

Czytajcie bo warto…

Do (za)czytania jeden krok…

2 uwagi do wpisu “Pisarza na czytelnika wpływu wywieranie…

  1. „Czy książki zmieniają czytających…?”
    Jeśli ktoś jest otwarty lub podatny (to dwa odmienne powody), to tak. Jeśli ktoś jest na zmianę zamknięty lub niepodatny, to nie.
    Otwartość na zmianę zawiera w sobie możliwość dokonywania wyboru, czemu dajemy wywierać na siebie wpływ, a co odrzucamy. Podatność zaś oznacza dla mnie uleganie wpływom innych (a więc także wpływowi osoby piszącej, bo to tylko jedna z form wywierania wpływu), często bez udziału własnej wolnej woli i zdroworozsądkowej oceny tego, kto i co na nas ten wpływ wywiera. Poddanie się zmianie to kompensacja naszych nieuświadomionych braków, otwartość na zmianę to uzupełnianie braków uświadomionych, nasza świadoma odpowiedź na naszą potrzebę dokonywania zmian uznanych za potrzebne i korzystne.
    „Czy w trakcie czytania i po jego zakończeniu „coś” się w człowieku „zmienia”…?”
    Często łapię się nie na tym, że książka w moim życiu lub we mnie samej cokolwiek zmienia, ale że – po prostu pewne sprawy porządkuje. I jest kolejną furtką do poszukiwań, jak w zaczarowanym ogrodzie, po którym wędrując nagle trafiamy na ukrytą w żywopłocie furtkę do kolejnego ogrodu i do kolejnych ciekawych i wzbogacających odkryć. A jeśli furtka okazuje się być drogą donikąd, to wracam i szukam innych furtek.
    Niektóre książki traktuję jak talizman, choć bywa, że już dawno nie utożsamiam się z aktualnymi poglądami ich autora. Bo książka jest jak fotografia, to zapis danej chwili w rozwoju człowieka, który ją napisał. Człowiek idzie sobie dalej i nie zawsze podąża w tym samym kierunku, ale ta swoista fotografia, ujęcie momentu, w którym myślał podobnie do mnie i tym myśleniem mnie urzekł, sprawia, że ja sobie z tego miejsca mogę ruszyć w inną drogę, przeze mnie pożądaną. Taką książką jest przykładowo „MW” Łysiaka, jeden z takich skarbów na mojej półce z książkami, podczas kiedy aktualny Łysiak już dawno przestał mówić w sposób, z którym byłoby mi po drodze.

    I jestem szczęśliwa widząc, że czytanie jest zaraźliwe. Moje córki od dawna podbierają książki z moich półek, na co z radością przyzwalam, bo właściwie z uwagi na nie kupowałam to, co mnie urzekło lub co spodziewałam się, że mnie urzeknie, ujmie, zainteresuje, nawet odmiennym, ale solidnie podpartym rzeczową argumentacją, bo to sprawia, że mam teraz dwie dorosłe myślące przyjaciółki o ogromnej wrażliwości, wnikliwości i zdolności do formułowania myśli w sposób bogaty i wzbogacający także mnie samą. I przy okazji dostarczają mi inspiracji do poszukiwań w nowych obszarach, podrzucając mi autorów i tytuły, których nie znałam.

    Polubienie

    • Książki potrafią otwierać oczy na sprawy i aspekty życia, nad którymi sami się wcześniej nie pochylaliśmy… niekiedy odmienny punkt widzenia i nieznane nam dotąd przemyślenia sprawiają, że i my sami zaczynamy spoglądać szerzej uwzględniając odmienny punkt widzenia… „coś” w nas (po)zostaje lub przynajmniej „daje do myślenia”…

      Oczywiście nie wszyscy autorzy potrafią nas inspirować do przemyśleń, a bywa nawet tak, że dany autor na przestrzeni czasu się zmienia i z biegiem czasu już nie jest nam z nim po drodze… autorzy zmieniają się tak jak my sami…

      Fajnie, że zaraziłaś swoje córki czytaniem… 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s