Trening radości życia…

Gdy za oknem brakuje słońca, a dzień wciąż jest (dla nas) zbyt krótki powraca kwestia problemu z doświadczaniem „radości życia”…

Oczywiście niezależnie od pory roku zawsze można odnaleźć (jakieś) powody aby się cieszyć i (po)czuć radość ale… tak już jest, że w czasie długich i ciepłych dni znacznie łatwiej nam to przychodzi… można by się było pokusić o stwierdzenie, że „jesteśmy uzależnieni od dobrej pogody”…

Czy „radość życia” można wytrenować…?

Zapewne tak… Tylko jak…?

Wciąż powtarzają sobie słowa: „fajnie, fajnie, super fajnie”…?

A może: „świetnie, świetnie, hej”…?

Gdyby to było takie proste…

A może (tak naprawdę) to jest proste tylko my sami wszystko komplikujemy utrudniając innym ale… zwłaszcza samym sobie sprawę…(?)

Oczywiście nie chodzi o „sztuczne uśmiechy” i „udawane szczęście”…

„Prawdziwe szczęście” powinno służyć nam, a nie otoczeniu co nie znaczy, że nie powinniśmy „nim” innych zarażać aby stało się również ich samych udziałem…

To co i jak czujemy jest na nasz własny użytek… nikt za nas i w nas radości nie rozpali…

Możemy mieć (teoretycznie) wszystko, a mimo to „radości życia” nie doświadczamy…

Lecz z drugiej strony możemy nie mieć nic, a jesteśmy szczęśliwi…

Niezwykle skomplikowane i nieodgadnione z nas istoty…

(Wy)trenować można (teoretycznie) wszystko, a tym samym powinno to również dotyczyć szczęścia i „radości życia”…

Skupić się na pozytywnych aspektach swojego życia…?

Docenić to jacy jesteśmy i co mamy…?

Zacząć spoglądać na otaczającą nas rzeczywistość pod innym kontem…?

Uczulić się na niuanse, z jakich utkany jest każdy (nasz) dzień…?

Wmawiać sobie i przekonywać samego siebie, że jest lepiej niż nam się wydaje…?

Oczywiście warto spróbować – do stracenia nic nie mamy…

Dni się wydłużają, a wiosna z każdym dniem się zbliża…

„Jeszcze będzie przepięknie…” co nie znaczy, że teraz pięknie być nie może…

„Radości życia” wszystkim Wam życzę – zdecydowanie nam się przyda w czasie codziennych zmagań z życiem…

2 uwagi do wpisu “Trening radości życia…

  1. Nie mogę doczekać się wiosny. Wiesz, ja zimą się trochę hibernuję, jak niedźwiedzie. Zamieram w oczekiwaniu na ciepłe dni, jestem o wiele mniej aktywna, mniej wychodzę na zewnątrz, latem nieustannie gdzieś biegam, w ciągu tygodnia nie przeszkadza mi, że jest dwudziesta, po prostu wracam do domu, wyprowadzam psa i gdzieś ganiam. Zimą nie. Zimą przychodzę i zaszywam się w jaskini. Ale smętna się nie czuję, tylko trochę niecierpliwa 🙂

    Polubienie

    • W tym sezonie jestem jakoś wyjątkowo niecierpliwy jeżeli chodzi o wiosnę, której wciąż wypatruję… zimę mamy wyjątkowo łagodną lecz mimo to nie mogę doczekać się pierwszych syndromów nadejścia wiosny… zimę trzeba (jakoś) przeżyć, a „fajniejsze życie” zaczyna się od wiosny… cierpliwość to cnota, której z pewnością mi brakuje… 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s