Do czego służy alkohol…?

Poruszając kwestię alkoholu nie miałem zamiaru skupiać się na „jego” funkcjach medycznych, kosmetycznych i przemysłowych…

Oczywiście jest składnikiem różnych leków, zawierają go kosmetyki, a (prze)rożne gałęzie przemysłu nie mogłyby się bez niego obyć…

Gdy mowa o alkoholu zazwyczaj nasze myśli krążą wokół alkoholu spożywczego w postaci płynów…

Piwo, wino, szampan, wódka, nalewki, bimber, whisky – do wyboru do koloru…

Żyjemy w kraju, w którym spożywanie alkoholu jest bardzo powszechne – jest czymś „normalnym” – abstynencja przez wielu uznawana jest mianem dziwactwa…

A do czego (tak naprawdę) służy nam alkohol…?

Sięgamy po alkohol aby doświadczyć niezwykłych walorów smakowych…?

A może jednak prawda jest zgoła odmienna i alkohol ma nas tylko i wyłącznie rozluźnić wprawiając jednocześnie w „dobry humor”…?

Oszukiwać się nie warto, że alkohol ma jedynie spełniać kryteria sensorycznej uciechy dla zmysłów… gdyby tak było to przysłowiowe procenty, które poszczególne trunki zawierają nie byłyby nam (do niczego) potrzebne…

„Alkohol to narkotyk” – legalny i łatwy w zdobyciu ale… jednak wciąż narkotyk…

Oczywiście (po)między piciem, a picie jest różnica – bywa, że wielka okazuje się ta różnica…

Spożycie lampki czerwonego wina do obiadu tudzież kolacji nie może się równać z piciem różnego rodzaju „wynalazków”, które poza podwyższoną liczbą procentów nie mają nic do zaoferowania…

Alkohol, który nam smakuje, a alkohol, który przyczynia się do naszego upicia może być całkowicie innym alkoholem…

Wszystkim można się upić – wszystko zależy od ilości…

Niestety jesteśmy istotami z natury słabymi, a stan upojenia kusi bo jest przyjemny…

Zdrowy rozsądek i odpowiedzialność – miewamy z tym (pewien) problem…

Przysłowiowy kac okazuje się być najmniejszym problemem…

Zerwane międzyludzkie więzi, utrata pracy, utrata miejsca zamieszkania, długi, a w ekstremalnych sytuacjach przemoc fizyczna i psychiczna…

A może prawdę prawią Ci wszyscy, którzy twierdzą, że dopiero będąc „pod wpływem” jesteśmy sobą – gdy pękają hamulce i nie musimy tudzież już nie potrafimy udawać kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy…

Alkohol – wariograf (wykrywacz kłamstw)…?

„Bo pić to trzeba umieć…”

Aby się nie upić…?

Czy też może aby zbyt wiele prawdy o sobie przed innymi nie odkryć…?

11 uwag do wpisu “Do czego służy alkohol…?

  1. Alkohol jak wszystko jest dla ludzi. Jednak trzeba znać umiar. Leczenie uzależnień alkoholu jest długim etapem, na który potrzeba poświęcić mnóstwo czasu. Jednak warto to zrobić aby uwolnić, się ze szponów nałogu.

    Polubienie

    • Umiar to podstawa – dotyczy to wszystkiego w naszym życiu… alkohol oczywiście jest dla ludzi ale… trzeba z „nim” uważać bo potrafi od siebie uzależnić i (z)niszczyć życie osobie mającej z „nim” problem ale… również najbliższym co wydaje się być jeszcze gorsze…

      Polubienie

    • Alkohol jest dla ludzi – to jest teza a nie argument. Teraz trzeba tę tezą uzasadnić. No więc, alkohol jest dla ludzi gdyż… I tu pada lista argumentów za poparciem tej tezy. Ja na przykład nie uważam, by był dla ludzi do picia. I mam kilkanaście argumentów na obronę takowej tezy.

      Polubienie

      • Każdy może mieć odmienne podejście do kwestii alkoholu – mamy do tego prawo…

        Według mnie alkohol jest dla ludzi – również do picia ponieważ (prawie) wszystko jest dla ludzi – podkreślając słowo „prawie”…

        Kultura spożywania alkoholu istnieje od setek ba nawet tysięcy lat… z jakiegoś powodu sięgaliśmy, sięgamy i zapewne będziemy sięgać po alkohol… dla walorów smakowych i co oczywiste dla przyjemnego stanu w jaki wprawia nas niewielka – rozsądna ilość alkoholu…

        Alkohol odgrywa również swoistego rodzaju rolę łączącą ludzi ze sobą – w jednym miejscu i czasie… Dajmy na to oklepane: „Idziemy na piwo”… gdyby chodziło tylko i wyłącznie o alkohol moglibyśmy spożyć go samemu w domu, a nie trudzić się i umawiać z innymi ludźmi…

        Szanuję tych, którzy alkoholu unikają jak również tych, którzy są abstynentami – w życiu wszystko jest kwestią wyboru…

        Polubienie

        • Ja jestem abstynentem z wyboru. Do tego od urodzenia. A mam 50 lat. Nigdy nawet nie zamoczyłem ust w żadnym napoju alkoholowym. Nie ma w tym żadnej ideologii, religii (zresztą jestem ateistą) itp. Jest tylko chęć zawsze bycia sobą – alkohol jest silnym narkotykiem zmieniającym nasze uczucia, emocje, świadomość. Stany narkotyczne bywają przyjemne, niestety mają jedną zasadniczą wadę – są całkowitą chemiczną fikcją – do tylko zmuszenie mózgu do nieuprawnionego wyrzutu dopaminy. W ogóle nie używam do celów towarzysko-rozrywkowych żadnych środków psychoaktywnych, ani nikotyny ani kofeiny ani innych, w Polsce akurat nielegalnych. Jestem absolutnie wolnym człowiekiem (w sensie świadomego panowania nad swoim życiem i emocjami).
          Prawie wszystko jest dla ludzi, powiadasz. A kto decyduje o tym „prawie”, o jego zakresie? Jeśli, jak piszesz na końcu, w życiu wszystko jest kwestią wyboru, to zawartość owego „prawie” musi być zerowa bo inaczej coś komuś narzucamy. A czemu my jemu a nie on nam? Cóż, prócz bycia abstynentem jestem też libertarianinem. Czyli nie zgadzam się całkowicie z Twoim poglądem ale zrobię wszystko byś mógł go nieskrępowanie głosić.
          Idziemy na piwo… Alkohol, podobnie jak i inne narkotyki, łączy ludzi go zażywających. Nie jest to jego wyjątkowa cecha. Marihuana, kokaina i inne środki podobnie jednoczą ludzi, podobnie jak biegania, kino, teatr… Twój wybór przy pomocy czego chcesz się zintegrować z innymi. Mnie na przykład alkohol dezintegruje, za to sport integruje…
          Szanuję ludzi bardzo oszczędnie korzystających z tego narkotyku. Niemniej jednak jego spożywanie nie jest wpisane w naszą biologiczną naturę. Z braku tlenu umieramy w kilka minut, z braku wody w kilka dni, natomiast nie ma liczby dni, po jakich umrzemy z braku alkoholu… I w tym sensie zdecydowanie nie jest on „dla ludzi”…

          Polubienie

          • To jest jeszcze bardzo ważne, więc krótko się odniosę:

            A może prawdę prawią Ci wszyscy, którzy twierdzą, że dopiero będąc „pod wpływem” jesteśmy sobą – gdy pękają hamulce i nie musimy tudzież już nie potrafimy udawać kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy…

            Kluczem jest tu zdefiniowanie osoby. Co rozumiemy pod tym słowem? Dla mnie jako ateisty i materialisty osoba to po prostu zbiór informacji zapisany w wąskim pasie neuronów kory czołowej, właśnie te wszystkie hamulce, obiekcje, potencjalne wyrzuty sumienia. To wszystko sprawia, że Cyfrowoanalogowy jest właśnie Cyfrowoanalogowym a Suchy Suchym. Akurat ten obszar mózgu jako pierwszy jest demolowany przez alkohol, wystarczy 1 drink, by już tam zamieszać. W tym momencie osoba poddana takiemu wpływowi przestaje być w 100% sobą, jej zachowanie przestaje być w pełni zgodne z tym co ma zapisane w tej warstewce neuronów (znów właśnie te wszystkie hamulce, obiekcje, potencjalne wyrzuty sumienia). Po 1 czy kilku drinkach to już nie jest prawdziwy Cyfrowoanalogowy tylko mniej czy bardziej chaotyczny koncert neuronów mających trudności we wzajemnej komunikacji i synchronizacji z powodu narkotycznego działania alkoholu. Ja widzę tu prawdę o istocie alkoholu – silnego narkotyku. Natomiast gdzie miałaby się tu kryć prawda o osobie? Skoro to, co stanowi istotę osoby – część kory czołowej, nie jest w stanie funkcjonalnie pracować z powodu narkotycznego porażenia. Zachowanie człowieka pod wpływem będzie inne niż trzeźwego ale nie widzę związku z prawdą o tym człowieku bo pod wpływem tego człowieka po prostu nie ma. Jest ktoś tak samo wyglądający ale z mocno upośledzoną częścią mózgu. A ludzie upośledzeni zachowują się dziwne, nieracjonalne itp. Gdzie w tym upośledzeniu miałaby się kryć prawda o trzeźwym, skoro trzeźwy zachowywałby się inaczej?

            Polubienie

            • W tym wszystkim co piszesz jest wiele prawdy… alkohol rzeczywiście należy do grupy substancji określanych mianem narkotyków… masz również rację, że jego spożywanie zmienia konkretną osobę wpływając na zachowanie, myślenie i to co i jak dana osoba mówi…

              Będąc trzeźwym rzeczywiście unikamy ryzyka rozminięcia się z samym sobą…

              Żyjąc w naszym pięknym kraju niestety ponosimy tego konsekwencje chociażby sprowadzające się do braku dostępu do tego co zostało uznane mianem nielegalnego, a tym samym prawie wszystko jest dla ludzi (dla nas mieszkańców Polski)…

              Sprzedaż alkoholu jest wielkim biznesem, a tym samym jakiekolwiek działania „władzy” mające na celu zmniejszenie jego spożycia są tylko pozorne… podobnie ma się sprawa z papierosami…

              Oczywiście masz rację, że alkohol dla organizmu jest trucizną lecz dowiedzione, że niewielkie jego dawki (zwłaszcza czerwonego wina) mają wpływ pozytywny…

              Natrafiłem również kilkukrotnie na wywiady – rozmówki z ludźmi w bardzo podeszłym wieku i pytani o długowieczność często wspominali o niewielkich ilościach alkoholu, które spożywają, a tym samym badania naukowców nie wydają się być bezpodstawne…

              Alkohol modyfikuje zachowanie i myślenie człowieka ale… Czy zawsze na gorsze…?

              Może nie wszyscy ale większość wszelakiego rodzaju artystów nie stroniła i nie stroni od alkoholu (i nie tylko)… Możliwe, że będąc abstynentami niczego wyjątkowego i ponadczasowego nie potrafiliby stworzyć…

              Jak smutnym i nudnym miejscem byłby Świat gdyby nie sztuka… mimo iż nie jest potrzebą podstawową to jednak odgrywa w naszym życiu dużą rolę…

              Szanuję Twoją decyzję i wytrwałość w pozostawaniu abstynentem przez tak długi czas ale… nie uważam, że ludzie spożywający alkohol w „rozsądnych ilościach” są pod jakimkolwiek względem gorsi…

              PS. Podpisałbym się obiema rękami pod sztandarowym hasłem Libertarianizmu – „Wolność osobista najwyższą wartością”…

              Polubienie

              • Powiadasz, że dowiedziono korzystnego wpływu niewielkich ilości alkoholu na zdrowie? A mógłbyś zacytować jakieś badania, szczególnie zależałoby mi na opisie ich metodyki a zwłaszcza na doborze grupy kontrolnej względem pijących. Ludzie różnią się od siebie pod wieloma względami, więc sensowne badania musza obejmować spora grupę. Należy śledzić losy wielu tysięcy abstynentów. Skąd ich wziąć a nawet jak istnieją to jak ich znaleźć w wielomilionowym tłumie pijących? Jestem bardzo aktywny medialnie, mam kontakt z setkami jeśli nie tysiącem abstynentów w sieci ale… nikt nigdy nie poddał nas żadnym badaniom!!! I nikt z nas nie zna nikogo takiego!!! Skąd się biorą abstynenci do badań??? Na szczęście to pytanie zadałem sobie nie tylko ja ale też niektórzy naukowcy mający możliwość wykonania prac w tym zakresie. Prócz tego pytania drugą motywacją było nadzwyczaj dziwne zachowanie alkoholu w dotychczasowych badaniach. Jego niewielkie ilości miały być ochroną przed praktycznie wszystkimi chorobami, zaś w nieco większych ilościach ten sam alkohol miał być… przyczyną tych wszystkich chorób!!! Żadna substancja się tak nie zachowuje!!! Ciekawe były też inne wyniki dotychczasowych badań – abstynenci generalnie nie dbają o zdrowie, więcej palą tytoniu, mniej się ruszają niż pijący, są o wiele częściej pacjentami ośrodków psychiatrycznych itd. Przyznasz, że to nadzwyczaj dziwne… Jednak po dokładnej analizie dotychczasowych badań nad „zdrowotnością” alkoholu wszystko stało się jasne i proste. Z racji olbrzymich trudności ze znalezieniem ideowych pierwotnych abstynentów w naszym kręgu kulturowym do badań jako grupy porównawczej względem umiarkowanie pijących używano w większości badań… zaleczonych alkoholików, pacjentów oddziałów psychiatrycznych biorących psychotropy oraz osoby przewlekle chore na lekach wymuszających abstynencję alkoholową. I taką grupę „abstynentów” porównywano z bardzo dbającymi o siebie i bardzo umiarkowanie spożywającymi głównie wino przedstawicielami tzw. klasy średniej. Domyślasz się, że wynik takich „badań” mógł być tylko jeden – umiarkowane picie jest zdrowsze od abstynencji. Na szczęście nie wszyscy naukowcy są na usługach alkoholowego lobby zainteresowanego przekonaniem społeczeństwa, że jego produkty wykazują nie tylko silne własności narkotyczne ale też prozdrowotne. Wyniki ich analiz masz tutaj:

                http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C408963%2Craport-umiarkowane-picie-alkoholu-wcale-nie-przedluza-zycia.html

                https://www.fabrykasily.pl/porady/alkohol-z-umiarem-jednak-niezdrowy

                I najważniejszy artykuł w The Lancet

                https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/lampka-wina-dla-zdrowego-serca-to-mit-naukowcy-alarmuja-nie-ma-bezpiecznej-dawki,172,2956?fbclid=IwAR2-49nvMEAzgZZIHklv7Hgm0Vwycl2Y-8891dlxYwkT4GGMyPzJh1qH0v4

                A słynne polifenole z wina… Są praktycznie w każdym owocu, warzywie i orzechu do tego w dawce często większej niż w winie. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, by je pić, prócz efektu narkotycznego i smaku jak ktoś lubi. Ale trudno nazwać to racjonalnymi powodami:

                Biorący w nim udział ochotnicy wypijali jeden kieliszek czerwonego wina albo odpowiadającą mu dawkę czystego etanolu. W pierwszym przypadku w ich krwi pojawiało się więcej substancji o właściwościach przeciwutleniających, w drugim już nie. Co gorsza, większe dawki wina nie miały już korzystnego działania, a wręcz przeciwnie – zwiększały ilość szkodliwych wolnych rodników.

                Uczeni przypuszczają więc, że etanol jedynie nam szkodzi, a gdy pijemy go więcej, niweluje korzystne działanie polifenoli. Dlatego tych ostatnich powinniśmy poszukać w produktach takich jak świeże owoce i warzywa, oliwa z oliwek, herbata i kakao.

                Mitem jest też, jakoby czerwone wino było wyjątkowo bogatym źródłem polifenoli. W rankingu opracowanym przez magazyn naukowy „Nature” znalazło się ono dopiero na 22. miejscu. Najwięcej zdrowych przeciwutleniaczy zawierały owoce czarnego bzu.

                https://www.focus.pl/artykul/czy-alkohol-moze-byc-zdrowy-odpowiedz-was-nie-ucieszy?page=1&fbclid=IwAR2AUE80iMiJ1ly6o7GvOjMJQyc6T4h2IaHYiydbz2a88VHrNLWUmmD-xVg

                Pozostał argument „artystyczny”. Cóż, Twój blog także wyglądałby inaczej, gdybyś pisał go pod wpływem… niekoniecznie alkoholu. Znamy ponad 100 narkotyków, każdy nieco inaczej zaburza pracę mózgu. Wiesz ile dzieł nie powstało przez to, że ktoś nie spróbował działania jakiegoś specyfiku??? Poza tym ocena twórczości artystycznej jest całkowicie subiektywna, jednemu podoba się to, innemu tamto. Ty powiesz, ze po alkoholu powstały wielkie dzieła a ja powiem, że powstał tylko bełkot. I obaj mamy rację…

                Nigdzie nie stwierdziłem, że ludzie umiarkowanie pijący są gorsi. Po prostu znajdują przyjemność we w miarę kontrolowanym zaburzaniu swojego mózgu. Ja jej nie znajduję…

                Polubienie

                • Dodam jeszcze, że od lat 50-tych XXw prowadzone są w USA obserwacje zdrowia adwentystów, odłamu chrześcijaństwa odrzucającego całkowicie środki psychoaktywne z wyjątkiem celów ściśle medycznych. Adwentyści należą do najdłużej żyjących ludzi na świecie, procesy starzenia rozpoczynają się u nich także z wieloletnim opóźnieniem w stosunku do statystycznego Amerykanina.

                  Polubienie

                  • Jeszcze jedno… O micie zdrowego umiarkowanego picia jest kapitalny artykuł w Wiedzy i życiu z października 2018r. Jest tam i pokazanie metod sponsoringu firm produkujących napoje alkoholowe jak i wytłumaczenie efektu chorego abstynenta, o którym wcześniej pisałem.

                    Polubienie

                • To co nie podlega dyskusji to fakt, że alkohol jest „narkotykiem”… Niewątpliwym problemem jest nieograniczona dostępność i stosunkowa niska cena… Akceptacja społeczna w stosunku do ludzi spożywających alkohol w „rozsądnych ilościach” jest wielka – piją prawie wszyscy…

                  Alkohol w rozumieniu definicji (prze)różnych substancji jest trucizną…

                  To co piszesz wraz z artykułami, które przytoczyłeś dobitnie potwierdza „prawdę o alkoholu” – nie będę z tym polemizował bo stoję na straconej pozycji…

                  Oczywiście nie przytoczę wyników konkretnych badań naukowych i artykułów, które byłyby wstanie wpłynąć na pozytywniejszy przez Ciebie odbiór substancji, która towarzyszy nam ludziom od tysięcy lat…

                  Szanuję Twoją strategię życia sprowadzającą się do nie spożywania alkoholu i to niezależnie od powodów takiej decyzji, w której konsekwentnie trwasz od tak wielu lat…

                  Jednakże wyznaję zasadę sprowadzającą się do wolności każdej jednostki ludzkiej, a tym samym niech Ci, którzy nie chcą pić alkoholu niech „go” nie piją, a Ci, którzy z jakiegoś powodu po „niego” sięgają niech mają do tego prawo lecz z wiadomych powodów sprowadzających się do ryzyka, a tym samym niebezpieczeństwa każdy pijący powinien uważać aby w ów spożywaniu się nie zatracić…

                  „Wszystko dla ludzi” – również alkohol i to niezależnie od pozytywnych/negatywnych skutków „jego” spożywania…

                  „Życie jest niezdrowe…”

                  Można nie pić alkoholu, a mimo to cierpieć na choroby charakteryzujące ludzi pijących zbyt wiele…

                  Można nie palić papierosów, a zachorować na raka płuc – korelacja pomiędzy natężeniem smogu, a liczbą wypalonych papierosów jakim odpowiada oddychanie „trującym powietrzem”…

                  Najgorsze jest to, że „życie jest niesprawiedliwe” – osoba niepijąca, niepaląca, jedząca zdrowi i uprawiająca sport może mieć w życiu pecha i „znaleźć się w złym miejscu o złej porze” gdy wydarzy się coś złego, a nawet tragicznego…

                  Obciążenie genetyczne i utajone choroby wrodzone również mogą się odezwać w najmniej oczekiwanym momencie u osoby, która z racji prowadzonego trybu życia powinna być od nich wolna…

                  „Alkohol jest zły” – mogę się z tym zgodzić ale… nasza rzeczywistość i to co nas spotyka w życiu bywa chyba jeszcze gorsze jeżeli chcąc „na chwilę uciec”, „zrelaksować się” i zrobić coś aby nie „zwariować” sięgamy po „poprawiacze samopoczucia” – w tym po alkohol…

                  „Jedyna słuszna” – „Najprawdziwsza z prawdziwych” strategia na życie nie istnieje… każdy sam dla własnych potrzeb wciąż poszukuje swojej własnej strategi na życie, która nie innym, a jemy samemu ma pomóc przejść życie najlepiej jak tylko się (u)da…

                  Powinniśmy wszystkim i samym sobie życzyć „Słodkiego, miłego życia…”

                  Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s