Wyjść poza słowa…

Między słowami i poza słowami…

Mimo iż słowa mają znaczną pojemność i zauważalną „siłę przekazu” to jednak (niekiedy) okazują się być nośnikiem niewystarczającym…

Niezwykle trudno nadać realny kształt pojawiającym się myślą – nie tylko „tym” pojawiającym się w danej chwili lecz również, a może zwłaszcza tym, które już od czasu jakiegoś w nas istnieją i dojrzewają, a mimo to wciąż pozostają nieoszlifowane – rzec by można, że pozostają bezkształtne i nas w pewnym stopniu (swoimi ostrymi krawędziami) uwierają, a nawet ranią…

Oczywiście opisywanie emocji, wrażeń, uczuć nastręcza problemy nieporównywanie większe niż „kłębiące się w nas myśli”…

Najczęściej to co chcemy nazwać, a z nazwaniem czego mamy problem łączy się z „poziomem stanu emocjonalnego”, którego doświadczyliśmy w przeszłości tudzież doświadczamy obecnie…

Jak należycie, a przy tym czytelnie opisać „cierpienie duszy” i „ból istnienia”…?

Jak ubrać w słowa, a w efekcie nazwać rozpacz…?

Z radością i szczęściem również jest problem zwłaszcza chcąc uniknąć cisnących się na usta trywialnych sformułowań…

A może nawet nie warto się mierzyć z opisywaniem skomplikowanych stanów, w których się w ciągu życia częściej lub też rzadziej ale… jednak (czasami) znajdujemy…(?)

(Po)zostawić to co trudne do opisania samemu sobie niech trwa w swoim braku zdefiniowania…(?)

Problem w tym, że nasza „ludzka natura” sprawia, że jesteśmy niepokorni i lubimy, a nawet w pewnym stopniu potrzebujemy odpowiedzi na dręczące nas pytania… nazywania tego co trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej opisać…

Mamy jakąś „zapisaną w genach” „potrzebę pokonywania samych siebie”, sięgania wyżej niż (obiektywnie mając na uwadze własne możliwości i ograniczenia) sięgnąć możemy…

Wyżej, dalej, głębiej, szybciej, sprawniej, inaczej – oczywiście zakładając, że, inaczej znaczy lepiej…

Zatracamy się w pokonywaniu coraz to nowo wyznaczanych samym sobie celów…

Wciąż chcemy być lepsi – lepsi od innych, lepsi od samych siebie…

Wielu wdrapało się na szczyt w lecie to inny (za)pragnie być pierwszym, któremu uda się to zimą…

Po co…?

Bo tak… aby być lepszym od innych… aby pokonać swoje słabości i ograniczenia – aby „pokonać samego siebie”…

Każdy chce być pierwszy, lepszy od innych, stać się nieśmiertelnym nie rozpatrując nawet ryzyka utraty życia tudzież zdrowia w dążeniu do ów nieśmiertelności…

„Chcemy normalnie żyć” lecz po pewnym czasie, u niektórych ludzi zaczyna się bunt wobec „normalnego życia” – takie życie przestaje im wystarczać… chcą, pragną, a może potrzebują „czegoś więcej”…

Jesteśmy trochę dziwni…

Trochę…?

No może jednak więcej niż trochę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s