Słownictwo (już) nam zubożało…(?)

„Żyjemy szybko”, a co za tym idzie „mówimy szybko” bo na wolniejsze, a tym samym bardziej „przemyślane wypowiedzi” brakuje nam czasu tudzież ochoty…

„W ciągłym pośpiechu” operujemy ograniczonym zestawem słów… jeżeli można się dogadać to „kwieciste wypowiedzi” wydają się nam zbędnym luksusem marnującym nasz (bez)cenny czas…

Skrótowce, obcięte, rzucone w pośpiechu słowa wycięte, wyrwane z kontekstu myśli… kilka słów budujących zdania tudzież równoważniki zdania wystarcza aby (za)istniała „komunikacja międzyludzka”…

Chcemy się porozumiewać i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości lecz… wybieramy formy krótkie, krótsze niż kiedyś, najkrótsze z możliwych…

Czy aby na pewno związane jest to z „chronicznym brakiem czasu”…?

Żyjemy szybko – szybciej niż „kiedyś”… staliśmy się również znacznie bardziej wygodni…

A może jednak to lenistwo…?

Zapewne w pewnym stopniu wynika to z lenistwa… lecz nie da się ukryć, że w obecnych czasach wszystko sprowadza się do możliwie jak największej skrótowości… dajmy na to SMS mający znacząco ograniczoną liczbę znaków… podobnie „Twitter” i wiele innych form „cyfrowej komunikacji”…

Niezależnie od „przyczyny powodu” efektem jest „zubożałe słownictwo” i zdawkowość rozmów… „dobre wychowanie” i kurtuazja sprawia, że poczuwamy się w swoistego rodzaju obowiązku do rozmowy (po)mimo braku potrzeby, a tym bardziej chęci… oczywiście nie każdy ale jednak wielu…

Przecież (nie)możemy doprowadzić do „krępującej ciszy”, a rozmowa czasami się (najzwyczajniej w Świecie) nie klei…

Już chyba nikogo nie (z)dziwi widok ludzi, którzy teoretycznie siedzą gdzieś razem, a każdy z nich spogląda w ekran swojego telefonu…

Tylko teoretycznie spędzamy czas razem, a w praktyce każdy jest gdzieś indziej – fizycznie w tym samym miejscu lecz tylko i wyłącznie fizycznie…

Czy można z „tym” „coś” zrobić…?

Oczywiście, że można ale… Po co…?

Przyzwyczailiśmy się do tego – tak nam jest „wygodniej”…

Zasłaniamy się specyfiką obecnych czasów…

Zaiste obecne czasy są nad wyraz specyficzne…

Słownictwo nam ubożeje bo jego „przesadne bogactwo” jest nam zbędne…

Blogowej przestrzeni również to dotyczy – im dłuższy post tym mniej (potencjalnych) czytelników…

„Klikbajtowy tytuł”, trzy zdania treści i można wychodzić…

9 uwag do wpisu “Słownictwo (już) nam zubożało…(?)

  1. No nie nie, Psze Pana, czytelników nie ubywa. Po prostu gadułom też zdarza się czasem milczeć, jeśli czują, że niekoniecznie ich pogląd coś wniesie lub wpłynie na perspektywę. :-). Ale akurat ten wpis przeczytałam z potrzebą wypowiedzenia się, tyle że w warunkach niesprzyjających gadaniu, bo w godzinach pracy, więc jutro sobie pogadam :-). Bo ja jestem z tych, co w towarzystwie przyjaciół nie gapią się w ekran smartfona, więc także nie dziś wieczorem :-). Dobrego dnia.

    Polubienie

    • Oczywiście nie miałem zamiaru uderzać w nikogo personalnie – to tylko takie moje spostrzeżenia i złapane w pośpiechu przemyślenia…

      „Milczenie jest złotem” i te słowa dotyczą również gaduł… 😉

      Smartfon jest bardzo przydatnym urządzeniem ale… dobrze gdy czasami od niego odpoczywamy – chociażby w towarzystwie… 🙂

      Dziękuję, również dobrego i miłego dnia życzę 🙂

      Polubienie

  2. Nie poczułam się uderzona personalnie :-). Pomachałam, że jestem obecna.

    Pośpiech to jedna z przyczyn, dla których porozumiewamy się skrótowo. Ale to w mojej ocenie jest tylko jedna z przyczyn, ważniejsza i o wiele głębsza przyczyna tkwi w mojej ocenie w naszej niepewności, lękach, kompleksach, przyjmujących często wyraz nieuświadomionej pogardy, przy jednoczesnym przekonaniu, że na każdy temat powinniśmy wiedzieć wszystko, w przeciwnym wypadku nie warto się odzywać, bo się ośmieszymy. Jednym słowem, boimy się nie wiedzieć, by nie wypaść na idiotę. Drugim powodem jest, przykro to stwierdzić, przy tej uświadomionej niewiedzy, wypierane lenistwo. Wiemy, że czegoś nie wiemy, ale boimy się zapytać, tłumaczymy się, że nie mamy czasu przeczytać, zajrzeć, sprawdzić, że na odpowiedź potrzebujemy dłuższą chwilę, bo nie mamy wystarczającej wiedzy lub jasno określonych poglądów, i musimy je w tej sytuacji sobie określić, ale szanujemy pytającego i wrócimy do odpowiedzi, kiedy będziemy gotowi. Trzecia to niecierpliwość pytającego, który często rzuca pytanie i sam sobie na nie odpowiada, bo „nie ma czasu”, jak tłumaczy, czekać, aż ktoś odpowie, kolejna to nieumiejętność przyjmowania innego punktu widzenia, bo w naszej ocenie podważa to nasze kompetencje i wiedzę (ponownie kompleksy), kolejna to jakaś niesamowita potrzeba błyśnięcia puentą, która ma przecież źródło w głowie ją wypowiadającego się, ale on, żeby błysnąć, powie z wyższością „to się domyśl”. Ponownie skracając, nie szanujemy siebie nawzajem i samych siebie, w to miejsce wynosząc się nad siebie nawzajem, nie jesteśmy skłonni do wymiany poglądów, ale na poglądy rywalizujemy, nie znamy kultury dyskusji i utożsamiamy ją nie z wymianą cennych treści, które nas ubogacą i poszerzą nasz punt widzenia, ale z kłótnią. „Nie kłóć się ze mną”, „nie odzywaj się, jak do ciebie mówię”, „masz mnie słuchać”, z jednoczesnym kategorycznym zamknięciem rozmowy na własnej wypowiedzi, to najczęstszy przykład, jaki człowiek wynosi z domu, od rodziców, od nauczycieli, od księży przemawiających do ludzi z podwyższeń, ambon, piedestałów, a nie traktujących rozmówcę bez względu na jego wiek i stopień zależności czy podległości po partnersku. Rzadko kiedy ktoś pojmuje pojęcie partnerstwa, bo zdolność do partnerskiego traktowania przesłania mu poczucie władzy, czy to nauczyciela nad uczniami, czy to rodzica nad dzieckiem, czy to księdza nad wiernymi w kościele, czy to profesora na studiach, czy to polityka. I z jednej strony to poczucie władzy i panowania z jednej, a strachu przed wypowiedzią w obliczu tak sztucznie zbudowanego na władzy autorytetu zabija w nas gotowość, zdolność i otwartość do wypowiadania się całymi zdaniami, aż staje się to mechaniczne. Po drugie, ludzie albo nie czytają, albo czytają papkę, idąc w ilość, nie jakość, bo ponownie rywalizują ze sobą, kto wciągnął więcej, a nie, kto ma więcej pytań po przeczytaniu, na które przyjemnie byłoby poszukać wspólnie odpowiedzi. Jesteśmy zalęknieni, niepewni siebie, wychowani w kulcie piedestałów, ambon i pomników, posłuchu wyrażającego się milczeniem. Ot, co. 🙂

    Polubienie

    • Niewątpliwie „coś” w tym jest, że w obecnych czasach niesłusznie wmawiamy sobie, że powinniśmy znać się niejako na wszystkim – co z oczywistych powodów jest niemożliwe… obawiamy się pytać przyznając tym samym, że czego nie wiemy…

      Rywalizacja na poglądy rzeczywiście jest bardzo powszechna… przyjmowanie odmiennego punktu widzenia przychodzi nam z trudem…

      „Nie kłóć się ze mną” – wystarczy mieć odmienne zdanie aby usłyszeć te słowa… 😉

      W naszym kraju istnieje niewątpliwy kult „tytuologii” – Pan/Pani Profesor, Pan Lekarz, Ksiądz, Pani Naczelnik itd… od małego wpaja nam się swoistego rodzaju zaszeregowanie i miejsce w szeregu – sztuczny i często bezpodstawny (nad)szacunek w stosunku do jednostek…

      Czasami milczenie okazuje się być najlepszym rozwiązaniem… 😉

      Polubienie

      • Wiesz, z tym milczeniem to zależy. Owszem, rozpatrywane w kategoriach właściwej reakcji na czyjeś silne emocje w momencie ich pojawienia się owszem. Warto silne emocje naszego rozmówcy cierpliwie przeczekać, ale do tego, by takie przeczekanie nie zostało przez naszego rozmówcę odebrane jako ignorowanie, lekceważenie jego uczuć, osoba decydująca się na milczenie w obliczu silnych emocji swojego rozmówcy powinna być bardzo dojrzała emocjonalnie i empatyczna, wiedzieć, jak i do którego momentu milczeć i umieć wyczuć, w którym momencie milczenie przerwać, by swoim milczenieniem pomóc sobie i drugiej stronie nad trudną emocjonalnie sytuacją zapanować i ją załagodzić, nie zaś pogłębić nim problem i doprowadzić do tego, że w efekcie milczenia konflikt i poczucie odrzucenia, lekceważenia i braku akceptacji narośnie. A dojrzałość emocjonalna jako cecha społeczna to naprawdę rzadki przypadek. Co więcej, problem pogłębia medium, używane jako platforma komunikacji (internet, mail, smartfon wykorzystany wyłączne do wysłania wiadomości SMS bez użycia głosu, czyli rozmowy), bo komunikacja prowadzona w tej formie pozbawiona jest bardzo istotnych jej elementów – tembru głosu, mimiki twarzy, gestów, co niestety prowadzi do nakładania, projektowania na wypowiedź lub milczenie rozmówcy własnej interpretacji i własnych wyobrażeń. Przestajemy kontaktować się ze sobą wprost, w cztery oczy, twarzą w twarz, co niestety w mojej ocenie prowadzi nas wprost do katastrofy.

        Polubienie

        • Oczywiście masz rację, że milczenie również musi być w odpowiedni sposób dawkowane… milczenie nie załatwi sprawy, a czasami (nawet) może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego…

          Kontakt bezpośredni nigdy nie zostanie zastąpiony – wszelakiego rodzaju cyfrowe znajomości, relacje, rozmowy są tylko namiastką tego realnego…

          Bycie tuż obok fizycznie daje nieporównywalnie więcej niż tysiąc słów wypowiedzianych/napisanych przy użyciu współczesnych zdobyczy cywilizacji…

          Polubienie

  3. Dam Ci konkretny przykład, jak dalece niebezpieczne jest ograniczenie relacji do formy internetowej.

    Wspomniałeś pewnego dnia, że nie wiem, kto siedzi po drugiej stronie, nie powinnam więc robić założeń.

    Ale takie założenia robimy odruchowo. Wizualizujemy sobie swojego rozmówcę, a przy kontakcie internetowym środkami do stworzenia takiego obrazu naszego rozmówcy, są niestety wyłącznie nasze wyobrażenia i nasze nastawienie i absolutnie nic więcej. Skoro więc piszesz jako mężczyzna, przyjmuję z pozytywnym nastawieniem, że jesteś mężczyzną, choć w rzeczywistości możesz być kobietą ukrytą za maską mężczyzny. Możesz? Możesz. W drugą stronę jest analogicznie, ja mogę być mężczyzną podającą się za kobietę i do momentu nawiązania bezpośredniego kontaktu nie jestem w stanie tego zweryfikować, a nawet jeszcze taki kontakt jednorazowy nie jest w stanie rozwiać wszelkich wątpliwości, bo blog może być prowadzony przez dwie osoby, celowo wprowadzające czytelników w błąd, ot, choćby dla zabawy, i w momencie, w którym jedna z osób zdobędzie się na kontakt bezpośredni lub go zainicjuje, to jeszcze wcale nie oznacza, że każdy z postów i wypowiedzi został stworzony przez tę samą osobę tej samej płci, a one po prostu w ramach tej zabawy mogły między sobą ustalić, że będą się podawały za jedną. Do tego niestety coraz częściej dochodzi w internecie, bo internet uruchamia nasze najgorsze i najbardziej skrywane instynkty z pozorem bezkarności, a my zatracamy granice pomiędzy dobrą zabawą z kimś, a zabawą w ciuciubabkę kimś, bez jego świadomości i zgody. To po pierwsze. Po drugie, żeby prowadzić z Tobą życzliwy dialog, muszę podejść do wyobrażonego przez siebie rozmówcy pozytywnie, życzliwie i uczciwie, a wyobraź sobie teraz, że prowadzimy tu sobie takie życzliwe pogawędki, a pewnego dnia odkrywam, że nie jesteś kimś, za kogo Cię uważałam, czyli neutralnym użytkownikiem internetu prowadzącym sobie bezstronny pamiętnik, ale jakimś źle nastawionym do mnie człowiekiem z realu (albo ja oceniam Cię w realu z jakichś powodów jako osobę negatywnie do mnie i wrogo nastawioną) i co się wtedy dzieje? Czuję się oszukana, a moje dotychczasowe życzliwe i przychylne nastawienie gwałtownie się zmienia. Internet wymaga ogromnej dojrzałości, wyczucia, empatii, uczciwości, czyli cech, które są dostępne maleńkiemu odsetkowi społeczeństwa, liczyłabym go dosłownie w promilach, cała reszta to niestety albo dzieci (faktyczne dzieci albo dzieci mentalne), albo wręcz czasem osoby o zdiagnozowanych lub niezdiagnozowanych wadach osobowościowych, z różnego rodzaju traumami, uprzedzeniami, osobistymi ciężkimi doświadczeniami, skrywanymi podstawnymi lub bezpodstawnymi lękami i one wszystkie korzystają coraz częściej z wirtualnej i elektronicznej formy porozumienia, która wypiera relacje bezpośrednie. To naprawdę pewnego dnia doprowadzi ten świat do dramatu. Psychatria, medycyna, wsparcie psychologiczne, wychowanie, kształcenie itd. za rozwojem techniki i narzędzi komunikacji po prostu nigdy nie nadążą, a powszechność i dostępność komunikatorów rośnie w gwałtownym tempie, natomiast relacje bezpośrednie powoli zanikają. To nie skończy się dobrze. I teraz też się nie kończy, sam wiesz, ludzie popełniają samobójstwa w ciszy, a obojętność społeczna rośnie i rośnie niezdolność do odczytywania komunikatów pozawerbalnych. Rośnie poczucie osamotnienia, niezrozumienia, wykluczenia, odrzucenia, braku akceptacji. Umiera nam człowieczeństwo, przechodzimy powoli do Matrixu, bezdusznego i obojętnego na ludzkie życie. Na nasze życie.

    Polubienie

    • (Niestety) wszystko co napisałaś jest prawdą i dzieje się na naszych oczach – uczestniczymy w tym (prze)dziwnym Świecie… w Internecie możemy być kimkolwiek (ze)chcemy – ogranicza nas tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia…

      Sieć daje nieograniczone możliwości, z których można korzystać w (prze)różny sposób… mając to na uwadze trzeba uważać – wciąż uważać…

      Ludzie rzeczywiście wykorzystują Internet, w (prze)różny sposób…

      Tak jak Ty nie możesz być pewna kim jestem ja tak samo ja nie mogę być pewien kim jesteś Ty… warto o tym pamiętać… oczywiście na szczęście w tym odrealnionym Świecie spotkać można ludzi „normalnych”, którzy chcą, pragną tudzież potrzebują rozmowy/wymiany poglądów, opinii na różne tematy…

      Miejmy nadzieję, że będzie nam dane spotykać tylko takie jednostki, a reszta niech bawi się w swoim gronie w zabawy, których nie chcemy być uczestnikiem…

      Polubienie

  4. Pingback: Mówiony język pisany. | Cyfrowo Analogowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s