„Cicha noc”

Kolejny bardzo dobry polski film – uznawany (nie bezpodstawnie) przez wielu mianem najlepszego filmu poprzedniego roku…

Cicha (wigilijna) noc – jednak nie tak cicha jak mogłoby się wydawać…

O „Bożym Narodzeniu”, a zwłaszcza o Wigilii najlepiej rozmyślać w momencie, który oddalony jest od „niej” znacznym dystansem czasu, a do kolejnej pozostało jeszcze więcej czasu… dystans czasu sprawia, że wytłumione zostają emocje jakie towarzyszą wszystkim uczestnikom tego religijno-zwyczajowo-kulturowemu wydarzeniu…

Sama Wigilia to tylko pretekst do zainicjowania dyskusji o „kondycji Rodziny”… to czas, w którym ludzie się zatrzymują spotykając przy jednym stole – bywa, że to jedna z nielicznych okazji w ciągu roku zwłaszcza mając na uwadze specyfikę obecnych czasów, a zwłaszcza powszechną migrację za pracą i „lepszym życiem”, które teoretycznie czeka na nas za granicami (naszego) kraju…

Oczywiście nie trzeba daleko wyjeżdżać ba… można mieszkać tuż obok siebie, a nawet ze sobą aby (nieuczęszczane) ścieżki pomiędzy nami zarastały… nasza wzajemna obecność fizyczna jest tylko „wierzchołkiem góry lodowej”… to ważne, że jesteśmy tuż obok siebie, widujemy się, pomagamy sobie, rozmawiamy ze sobą lecz gdy (z)rozumieć się nie potrafimy tudzież nie chcemy na nic ta nasza wzajemna rodzinna obecność i „pozornie dobre relacje”…

Problemy i tajemnice występują w każdej Rodzinie – nawet nie mamy świadomości, a tym bardziej wiedzy na temat tego wszystkiego co skrywają, ukrywają i w sobie duszą osoby, którą (teoretycznie) tak dobrze znamy…

Jeżeli chodzi o film to nie da się ukryć, że jest bardzo dobry – nam czyli naszej kinematografii wychodzą tego typu filmy… wiwisekcja przykładowej Rodziny, w której to łatwo dostrzec możemy analogie do tego co spotykaliśmy tudzież spotykamy w swojej Rodzinie…

Liczna trzypokoleniowa Rodzina z problemami jest wystarczającą mieszanką – musi się „coś” wydarzyć, zdarzyć, musi się coś dziać…

Oczywiście w filmie zazwyczaj wszystko jest podrasowane, podkolorowane i wyolbrzymione lecz oglądając nie trudno pokusić się o wrażenie, że wszystko co tak się działo jest tak bardzo realne i prawdopodobne, a tym samym znacznie bardziej daje do myślenia…

Ze współczesną Rodziną nie jest najlepiej – lecz Czy kiedykolwiek dobrze było…?

Generalnie z relacjami międzyludzkimi nie jest najlepiej… pomijając już nawet wszelakiego rodzaju zdobycze cywilizacji więzi międzyludzkie zmieniające, a nawet niszczące… jest jeszcze wiele innych aspektów „zły ferment” (po)między ludźmi zasiewających…

Obecnie chyba częściej niż miało to miejsce kiedyś – najzwyczajniej w Świecie „nie chce nam się”…

Bo i po co mam się ścierać…?

Po co się konfliktować aby racje swoje przeforsować…?

Niewygodne prawdy i tajemnice lepiej „pod dywan zamieść” udając, że się czegoś nie wie, nie widzi i nierozumie…

Asertywność chowamy do kieszeni w imię „świętego spokoju” – empatia w relacjach z bliskimi nam osobami przezwycięża potrzebę udowadniania swojej racji – będącej często nawet tą obiektywnie właściwą…

Oszukujemy siebie i innych, że jest lepiej niż realnie jest… oczywiście bywa, że udaje nam się to (tylko) do czasu… „gdy czara goryczy się przeleje” lub promili zbyt wiele (niepostrzeżenie) w organizmie się zgromadzi… są rzeczy i sytuacje, których przemilczeć, zapomnieć i skutecznie z pamięci wymazać nie potrafimy…

Rodzina jako twór nie jest najzdrowszym z możliwych – bywa, że przeżarta jest złogami żrącej substancji jaką są (z)gromadzone przez lata emocje, a z którymi nic nie robimy bo na samą myśl paraliżuje nas strach i powstrzymuje wielka obawa…

„Cicha noc” jest o naszych Rodzinach, naszych relacjach, o nas samych…

2 uwagi do wpisu “„Cicha noc”

  1. Filmu niestety nie oglądałam („niestety” piszę w kontekście „najlepszy” z Twojego postu, bo najeżyłam się na polską kinematografię, w której perełki pojawiają się w mojej ocenie bardzo rzadko i są przysypane taką masą bylejakości, że odechciało mi się ryzykować). Ale podoba mi się Twoje literackie określenie: „można mieszkać tuż obok siebie, a nawet ze sobą aby (nieuczęszczane) ścieżki pomiędzy nami zarastały.” Największym problemem (generalnie, nie tylko w rodzinach, ale w relacjach międzyludzkich) komunikacja. Z jednej strony zalewa nas z każdej strony informacja, z drugiej komunikacja międzyludzka kuleje coraz bardziej – ludzie, w tym nazywający siebie nawzajem bliskimi, nawet nie udają już, że ze sobą rozmawiają i wymieniają się poglądami. Oni po prostu czasem mówią i potrzebują do tego mówienia audytorium – nikt nikogo nie słucha, nikt się w nikogo nie wsłuchuje, nikogo nie interesuje to, co ktoś ma do przekazania, istotne jest jedynie to, co JA mam do przekazania, a te przekazy brzmią coraz bardziej jak potrzeba zaimponowania, olśnienia kogoś, w tym najbliższych. To skupienie na ja, mnie, moje, o mnie, to poszukiwanie wyłącznie w sobie i wydobywanie tego na zewnątrz niczym wielkich odkryć bez gotowości do wysłuchania i potrzeby usłyszenia tego, co mówi drugi człowiek jest coraz bardziej w rozmowach, czy to wirtualnych, czy bezpośrednich, rażące. W ten sposób tych nieuczęszczanych lub samotnie przemierzanych ścieżek pojawia się coraz więcej, ludzie oddalają się od siebie bez względu na fizyczną odległość, jaka ich od siebie dzieli. Wiesz, jestem przykładowo naprawdę zadziwiona. Ludzie mają do siebie telefon i mogą zadzwonić, żeby złożyć życzenia bezpośrednio, mogą to także zrobić bezpośrednio, w rozmowie w pracy, a oni to robią na fejsie. Jakby chodziło nie o tego człowieka i życzenie mu szczęścia i zdrowia, ale o to, by pokazać się ze swoją „pamięcią” publicznie, zademonstrować ją wszem i wobec. To samo dotyczy rozmów, które nie są w praktyce rozmowami, ale przebijaniem się nawzajem ze swoimi odkrywczymi spostrzeżeniami, rywalizacją, kto mądrzej, kto górą, kto bardziej jest w stanie zwrócić na siebie uwagę i odciągnąć ją od innych. A w bliskiej relacji ludzie żyją obok siebie i każdy chodzi własnymi ścieżkami, nie dostrzegając człowieka tuż obok, nie interesując się nim, ba… po latach odkrywając, że właściwie go nie zna.

    Polubienie

    • Jeżeli chodzi o polską kinematografię to (niestety) muszę się z Tobą zgodzić – „perełki” pojawiają się rzadko ale… dzięki temu tym cenniejsze się okazują…

      W kwestii relacji międzyludzkich trudno mi cokolwiek dodać ponad to co sama napisałaś – to przykre ale (niestety) prawdziwe… niezależnie od tego kto i jak bardzo (teoretycznie) jest nam bliski to wciąż okazuje się dla nas swoistego rodzaju rywalem w konfrontacji, z którym chcemy wypaść jak najlepiej – lepiej od niego… bo przecież nasza filozofia życia, nasze poglądy, nasze decyzje są najwłaściwsze i jedyne słuszne…

      W obecnych czasach wszelakiego rodzaju mówców jest niezliczona liczba, a słuchających trzeba szukać z przysłowiową świecą…

      Poklask, słowa uznania, a nawet wszelakiego rodzaju statystyki stały się dla ludzi niezmiernie ważne, a w związku z tym następuje wyrachowana analiza tego co i jak bardzo nam się opłaca…

      Nie znamy ludzi żyjących tuż obok, a nawet tych żyjących z nami bo poznanie ich wymagałoby pewnego wysiłku, zrozumienia i umiejętności słuchania, a na to wszystko nie mamy czasu – tak naprawdę nie mamy ochoty bo dla nas liczy się to co bezpośrednio dotyczy nas samych…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s