(Co)dzienna reanimacja szczęścia…

„Szczęście nie jest danem nam raz na zawsze”…

Szczęście nie jest wartością stałą i niezmienną, a co za tym idzie jeżeli chcemy „go” doświadczać jesteśmy zmuszeni wciąż nad nim pracować…

Musimy o własne szczęście „walczyć” – walczyć z przeciwnościami losu, które (wciąż) czyhają za rogiem i bardzo skutecznie szczęście mogą nam odebrać…

Doświadczamy pełnego wachlarza (prze)różnych emocji, doświadczeń i przeżyć i chyba, a tak naprawdę bardziej niż chyba bo na pewno dzięki kontrastowi tego wszystkiego co odczuwamy potrafimy dostrzec i doceniać poczucie szczęścia będące stanem zbliżonym do ideału, a ideały w życiu jak wiadomo nie istnieją…

Czy znaczy to, że szczęście nie istnieje…?

Istnieje lecz jego natura charakteryzująca się bardzo krótkim czasem rozpadu sprawia, że czasami, a może (bardzo) często szczęścia nasze zmysły nie potrafią dostrzec bo wystarczy zaledwie mrugnięcie jednego oka aby zniknęło to co mianem szczęścia nam się zdawało…

Wydaje nam się lecz (wciąż) nie jesteśmy pewni, a ułamek sekundy sprawia, że bezpowrotnie tracimy szansę aby przekonać się o tym jak wielkiego szczęścia doświadczaliśmy nie będąc tego nawet świadomi…

Doceniamy „coś” dopiero gdy to tracimy – dotyczy to również, a może zwłaszcza szczęścia, którego odbiór jest tak bardzo subiektywny, że ślepym może się okazywać cały tłum, a jednostka dostrzeże to co dla innych zawsze będzie niewidoczne…

„Szczęście nie trwa wiecznie” – gdyby wiecznie trwało z pewnością szczęściem nazywane by nie było…

Tak samo jak w naszym życiu „piękne są tylko chwile” tak też szczęście znikomych rozmiarów wycinkiem czasu się charakteryzuje…

Każdy nasz dzień jest walką o reanimację, przywołaniem i wskrzeszeniem tego co „kiedyś” doświadczyliśmy, a co bez zająknięcia szczęściem moglibyśmy określić…

Wyostrzamy zmysły, nastawiamy się pozytywnie do życia i otaczającego nas Świata – tak bardzo chcemy (kolejny raz) być szczęśliwi…

Wmawiamy innym ale… również, a może zwłaszcza samym sobie, że „to co najpiękniejsze dopiero przed nami”…

Czy realnie w „to wierzymy”…?

A może (tylko) trzyma nas przy „tym” podsycana sztucznie nadzieja…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s