Prozaiczna rutyna (co)dziennego życia…

Z jak wielu prozaicznych i w swojej zwyczajności banalnych czynności składa się każdy nasz dzień…

Każdego dnia powtarzamy wiele czynności, na wykonywanie których (już) nawet nie zwracamy (większej) uwagi…

Bezwiednie niczym zaprogramowane maszyny robimy to co powinniśmy – robimy to co trzeba…

„Życie jest nudne”…?

Takowym czasami nam się wydaje…

Nasz odbiór życia w znacznej mierze zależy od nastawienia, a zwłaszcza nastawienia do tego wszystkiego co musimy tudzież powinniśmy…

Wszystko może się (z)nudzić – po dłuższym lub krótszym czasie ale jednak odczucie znudzenia/znużenia może dotyczyć każdej wykonywanej w życiu aktywności lub też przeciwnie – braku aktywności…

Ktoś „nakręcony” i pozytywnie nastawiony może (z)robić więcej niż mogłoby mu się nawet wydawać, a dla osoby trwającej w marazmie wykonanie czegokolwiek stanowi wielkie (i niekiedy trudne do pojęcia) wyzwanie…

Głowa – „wszystko zaczyna się i kończy na naszej głowie”…

Nie wystarczy mieć (przysłowiowo) głowy na miejscu – trzeba w „niej” jeszcze „coś” mieć… nawet nie chodzi o wiedzę, doświadczenie, wspomnienia tryumfów i osiągnięć… powinno się, a nawet trzeba wykształcić w sobie niestygnącą fascynację otaczającym nas Światem i życiem wraz ze wszystkimi „jego” przejawami…

W teorii wygląda to prosto – w tym przypadku chyba nawet w teorii nie wydaje się to być aż tak proste…

Chyba nie są wielką przesadą słowa mówiące o tym, że całe nasze życie jest niekończącą się walką o poprawę (swojego) samopoczucia…

Gdy zaczniemy się zastanawiać nad tym co i w jakim stopniu poprawia nam samopoczucie dojdziemy do wniosku, że nie mamy większego problemu z utworzeniem pełnej listy „rzeczy” poprawiających nasze samopoczucie…

Dobrze wiemy co lubimy i jaki ma to na nas wpływ…

„Jeśli nie jesteś za gruby ani za chudy, nie masz rodziny na utrzymaniu, nie jesteś Tutsi ani Hutu te sprawy, musisz sobie odpowiedzieć na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co chcesz robić w życiu – i zacząć to robić.” („Chłopaki Nie Płaczą”)

A jednak nawet chłopaki (czasami) płaczą – z wagą miewamy tudzież chronicznie mamy (jakiś) problem… posiadamy Rodzinę tudzież do „jej” posiadania w ciągu życia w większości przypadków dążymy – czyli cytat z filmu mimo iż mogący się stać swoistego rodzaju strategią na życie ma swoje (oczywiste) niedociągnięcia…

Tak naprawdę nie ma (uniwersalnego) przepisu ba nawet te indywidualne i przez lata wypracowywane potrafią się zdezaktualizować… gdyby było inaczej „obniżenie poziomu radości życia”, a tym bardziej depresja nam by nigdy nie groziła… jednak zarówno Ci, którzy (teoretycznie) mają wszystko i Ci, którzy (teoretycznie) nie mają nic są (może nie w takim samym stopniu ale jednak) podatni na destrukcyjną siłę utrzymującego się (wewnętrznego) smutku i (po)czucie nadwyrężonego sensu życia…

„Życie jest jakim jest” lecz czasami można, a nawet trzeba sobie ponarzekać – może skutkiem ubocznym narzekanie będzie pojawienie się jakiegoś pomysłu na zmianę nie do końca satysfakcjonującego nas stanu rzeczy…(?)

Jak co sezon tak i w tym sezonie oczekiwanie na wiosnę będzie nam się (niestety) bardzo dłużyć…

Niezależnie od wszystkiego dobrego samopoczucia życzę Wam i sobie – zdecydowanie nam się przyda…

4 uwagi do wpisu “Prozaiczna rutyna (co)dziennego życia…

  1. Permanentnie nie znajduję w sobie zgody na zimę. To taki czas, kiedy mnie się poza czytaniem właściwie nie chce nic. Wbrew pozorom rutyna pomaga przetrwać do wiosny, bo to, o czym wiem, że muszę, odciąga uwagę od tego, co za oknem. Wbrew pozorom to, że dni są takie krótkie, też pomaga, bo więcej czasu oczekiwania na wiosnę można przespać albo z mocnym alibi przebalować w betach, uciekając w świat dobrej powieści. Mój poziom nieznoszenia tej pory roku samej mnie wydaje się przesadny, ale nic na to nie poradzę – Zimy szczere i gorąco nie znoszę. I żadnym tam białym gównem na sosnach nie dam się jej przekupić, bo w promieniu kilku kilometrów od swoich betów i tak nie znalazłabym ani jednej żywej sosny. Więc robiąc jej na złość, przez zadeklarowaną złośliwość, chętnie oddam się rutynie ;-). Nie zamierzam z tym wrednym, oziębłym, pozbawionym poczucia humoru babskiem flirtować i udawać, że może być atrakcyjne. Nie. Niech spada. Potraktuję ją tak, jak ona traktuje mnie co roku.

    Polubienie

    • Jeżeli chodzi o zimę to mam podobne odczucia – nie trawię tego okresu w ciągu roku, a z wiekiem z niewidomych mi powodów jakoś się pogłębia mój bunt i niechęć… Dla mnie jest to coraz bardziej przerażające, że w naszym klimacie pogoda, którą bez większej przesady określiłbym mianem paskudnej trwa od 4 do 6 miesięcy… Gdzie tu sprawiedliwość…? Na wyspach Kanaryjskich mają teraz ponad 20 stopni, a my musimy się męczyć z tym co panuje za oknem ubierając w niezliczoną liczbę warstw ubrań aby tylko wyjść z domu… Za śniegiem delikatnie mówiąc również nie przepadam bo w mieście staje się tylko problemem – niech sobie pada w górach i cieszy tych wszystkich, którzy z dobrodziejstwa śniegu potrafią (s)korzystać… Mróz – skrobanie auta, ślisko na drogach i chodnikach… Szaliki, czapki, rękawiczki i pozostałe narzędzia tortur… Aby do wiosny, aby do marca…

      Polubienie

  2. No to czekamy na wiosnę :-). Na szczęście, skoro mamy już połowę grudnia, a za chwilę święta, to styczeń i luty też miną szybko i znów zrobi się optymistycznie na kilka fajnych, pogodnych, ciepłych miesięcy. Zresztą, nie wiem jak tam u Ciebie, ale w Warszawie dziś od rana było bardzo wiosennie i słonecznie, teraz dopiero zaczyna się trochę chmurzyć.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s