„Pomoc Domowa” (Och-Teatr)

To chyba najzabawniejsza sztuka na jakiej kiedykolwiek byłem… niewymuszony (u)śmiech całej sali pojawiał się co kilka, ewentualnie co kilkanaście sekund – rozrywka w najczystszej postaci…

Rewelacyjna Krystyna Janda – odgrywana przez nią rola kapitalna, a łatwość, lekkość i doświadczenie sceniczne dostrzec można było na każdym kroku – rewelacyjna aktorka…

Krystyna Janda będąca z jednej strony główną bohaterką, a jednocześnie reżyserem (w dobie poprawności politycznej „reżyserką”) tego przedstawienia stworzyła (arcy)dzieło, które jest idealnym przykładem rozrywki, która w niewymuszony sposób bawi sprawiając, że uśmiechamy się, cieszymy, a nawet ze śmiechu popłakać się możemy…

Najlepszą recenzją przedstawienia jest śmiech widzów – jego częstotliwość i natężenie…

Najczęściej odwiedzając teatry doświadczałem emocjonalno-intelektualnej rozrywki w przypadku, której (raczej) nie było mi do śmiechu, a bardziej to co widziałem dawało mi do myślenia, czasami (wręcz) męczyło ciężką atmosferą (zbyt) głębokich i (zbyt) ważnych tematów poruszanych przez odgrywających swoje role aktorów…

Przedstawienie jak „to” jest miłą odmianą – to miła „odskocznia od codzienności”, a niewymuszony śmiech widzów świadczy o tym, że niezależnie od wieku i problemów z jakimi się na co dzień zmagamy wciąż potrafimy się cieszyć – bawić trwającą (właśnie) chwilą…

Głębszych refleksji, wniosków i spostrzeżeń to przedstawienia w nas nie zainicjuje – to (paradoksalnie) jest „jego” jedna z największych zalet…

Świetne aktorstwo, farsa, żarty sytuacyjna i absurdalna otoczka sprawia, że uczestniczący w tym widz bawi się rewelacyjnie…

Gratuluje aktorom, a zwłaszcza Pani Krystynie Jandzie…

Jak ktoś kiedyś będzie miał okazję to serdecznie polecam…

Oby więcej tak dobrych sztuk w naszych teatrach…

Dramaty wychodzą nam rewelacyjnie, a z komediami (wciąż) mamy problem – tak to już jest w (naszym) pięknym kraju nad Wisłą leżącym…

4 uwagi do wpisu “„Pomoc Domowa” (Och-Teatr)

  1. Dzięki za podpowiedź. W niedzielę przyjaciółka namawiała mnie na wspólne wyjście do teatru. Tyle że ja lubię chodzić na seanse, na których można się zadumać, zatrwożyć lub zasmucić, a ona na te, na których można się pośmiać. I nie miałam pomysłu, a teraz już mam i niezwłocznie się nim z nią podzieliłam.
    P.S. Widzę, że nie tylko Wrocław 🙂

    Polubienie

    • Na tym seansie zasmucić, zatrwożyć i zadumać się raczej nie można ale… to miła odmiana i relaksująco spędzony czas… osobiście również preferuje przedstawienia, z których można wynieść „coś” więcej i myśli się dłużej o tym czego było się świadkiem lecz nie ukrywam, że odmiana w tym zakresie bywa oczyszczająco przyjemna…

      Ps. To nadal Wrocław mimo iż teatr z Warszawy – na gościnnym występie… 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s