Którą wersją siebie mam być…(?)

„Być sobą i tylko sobą…”

Czy aby na pewno…?

Czy zawsze warto (po)zostawać sobą…?

Czy zawsze (w pełni) bycie sobą jest możliwe…?

Nie zawsze planując i nakreślonego samemu sobie zamiaru się trzymając (od)grywamy (pewne) role…

Oczywiście w głębi siebie wciąż jesteśmy sobą – tym kimś kogo tak dobrze znamy lecz nie zawsze (do końca) rozumiemy…

Odmienną kwestią jest to jak postrzegają nas inni ludzie – pomijając już kwestię tego, że (często) widzimy w ludziach to co chcemy w nich zobaczyć to pojawia się splot wielu i przeróżnych czynników mających znaczący wpływ na to „jacy jesteśmy”…

„Determinizm środowiskowy” – rzeczywistość, w której się wychowujemy ma bardzo duży wpływ na to jacy jesteśmy…

Wpływ Rodziców, Rodziny, Przyjaciół i innych ludzi, z którymi mamy większy czy też mniejszy ale jednak kontakt…

To wszystko co nas w życiu spotkało i spotyka z oczywistych powodów nie jest bez wpływu na to jacy jesteśmy…

Okoliczności, w których (właśnie) się znajdujemy – nikt nie zaprzeczy, że w pracy, w urzędzie i na mszy w kościele jesteśmy inni niż w gronie Przyjaciół, na imprezie czy (przysłowiowym) grillu…

Wciąż pozostajemy tacy sami, a jednak tak bardzo różni w odbiorze…

Nie przy wszystkich i nie w każdych okolicznościach zachowujemy się tak samo, a tym samym (prze)różne wersje samego siebie zaczynają dochodzić do głosu…

„Gdy puszczają hamulce” – już nie trzeba nikogo „udawać”…

Gdy opuszcza nas napięcie i stres wynikający z okoliczności, w których się znajdujemy…

Teoretycznie wciąż Ci sami, a w praktyce tak bardzo się różniący…

Każdego dnia na czas jakiś przywdziewamy maskę, którą ściągamy aby założyć inną, która akuratniejszą się okaże…

Nie zaprzeczaj i nie przekonuje, że zawsze jesteś taki sam – bo nie jesteś – to naturalne, że wciąż się zmieniamy – bywa, że tego nawet nie kontrolujemy…

Algorytm postawy, zachowania i ogólnej prezencji uwzględnia czynnik determinizmu chwili i sytuacji, w której się obecnie znajdujemy…

Niech pierwszy rzuci suchym chlebem w zziębniętego łabędzie ten kto twierdzi, że zawsze, wszędzie i w każdych okolicznościach jest taki sam – wciąż niezmienny i determinizmowi sytuacji się nie poddający…

To jaką wersją siebie samego jestem dzisiaj nie znaczy, że jutro obudzę się taki sam pozostający tym kimś kim byłem wczoraj…

9 uwag do wpisu “Którą wersją siebie mam być…(?)

  1. A masz kilka wersji siebie, zależnie od oczekiwań otoczenia 🙂.

    Ja tam spełniam jedynie swoje oczekiwania i może dlatego czuję się ze sobą świetnie, występując w jednej unikalnej wersji 😀

    Polubienie

    • Miałem na myśli nawet te niewielkie modyfikacje naszego zachowania w zależności od okoliczności, w których się znajdujemy – robimy to (nawet) nieświadomie…

      Oczywiście wciąż i niezmiennie jesteśmy „sobą i tylko sobą” lecz okoliczności, w których się znajdujemy okazują się dla nas bardziej lub mniej sprzyjające…

      Polubienie

  2. No ja. Ja zawsze jestem sobą. I chrzanię, czy to się komuś podoba, dopóki mnie się podoba. Jak czuję się ze sobą źle, to znaczy, że się pogubiłam i pędem muszę się poszukać i do siebie wrócić. To gdzie mam podrzucić ten suchy chleb? 😉

    Polubienie

    • Najważniejsze to czuć się dobrze takim jakim się jest… 🙂

      Jeżeli chodzi o suchy chleb to z oczywistych powodów lepiej podzielić się nim z mniejszymi mieszkańcami Błękitnej Planety niż wyrzucić – do zimy (na szczęście) jeszcze trochę czasu więc ciężko będzie o zziębniętego łabędzia… 😉

      Polubienie

  3. Tak sobie właśnie myślałam – dlaczego w środku lata błąkają Ci się po głowie zziębnięte łabędzie 😀.

    Nie, nie ma takiej opcji – nigdy nikogo nie udaję. Nigdy. Jestem ze sobą bardzo spójna. Może dlatego nie wszystkim się podobam? Bo po prostu absolutnie nie staram się przypodobać?

    Ale to ma wielki plus – zostają przy mnie tylko ci, którzy mnie znają jako mnie i mimo że ich czasem pewnie wkurzam, pozostają ze mną od lat. Odpadają tylko ci, którzy starają się wbrew sobie spodobać się mi albo ci, którzy uznają, że po prostu nie jest nam po drodze.

    Chyba miałam takie momenty w życiu, że chciałam się komuś przypodobać. Pamiętam, bo prowadziłam wtedy bloga, że pisałam na nim „to nie jest moje życie, żyję życiem kogoś obcego i bardzo się w tym źle czuję”. Ten długi w sumie okres zakończył się podsumowaniem, że doprowadził do katastrofy. Moje życie było jak lej po bombie. Zaniedbana ja, porzucone pasje, zaniedbane relacje z dziećmi, pozrywane relacje z przyjaciółmi. Katastrofa. A i tak się nie spodobałam. Dziś udało mi się większość odbudować, choć nie wszystko. Ale nie tracę nadziei, że te obszary, w których sprawy poszły za daleko, też kiedyś się unormują. I obiecałam sobie jedno – że już nigdy, przenigdy siebie nie zdradzę i nie porzucę.

    Polubienie

    • Żal mi tych biednych łabędzi…

      Tego typu „selekcja” ludzi istniejących w naszym życiu wydaje się być jak najbardziej właściwa – zdecydowanie liczy się jakość, a nie ilość…

      Czasami trzeba coś stracić aby to docenić – niezależnie od tego jak banalnie brzmią te powtarzane wielokrotnie słowa…

      Wszystko jest po coś… wciąż się uczymy życia, otaczającego nas Świata i co najważniejsze siebie samego…

      Polubienie

  4. Z tą nauką to fakt. Dziś czujemy się tacy mądrzy i dojrzali, a za kilka lat stwierdzamy „rany, jaki ja byłem wtedy głupi”. Ale najgłupsze w tym wszystkim jest to, że kiedy już osiągamy zadowalający poziom życiowej mądrości, to nadchodzi pora umierania. I nie ma przed tym ucieczki. Tylko robaczki mają wtedy z naszej mądrości jakąś korzyść 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s