Nie jestem odporny na komplementy…

Każdy lubi komplementy…(?)

Teoretycznie każdy z nas jest „łasy na komplementy” lecz w praktyce bywa z tym (bardzo) różnie…

Komplement – „Uprzejma, często przesadna pochwała…”

Lubimy być chwaleni lecz wartość chwalenia nas przez innych jest nierozerwalnie związana z powodami pojawiających się komplementów…

Jeżeli są ku temu podstawy i realny powód to komplement ma prawdziwą wartość i jest swoistego rodzaju docenieniem tego co udało nam się osiągnąć, staje się pewnego rodzaju poparciem naszej „postawy życiowej” i potwierdzeniem słuszności podejmowanych przez nas decyzji…

Problem z komplementami pojawiaj się w sytuacji, w której obiektywnych powodów brakuje tudzież są one bardzo naciągane… w takie sytuacji uruchamia się w nas mechanizm analizy powodów jakie sprawiły, że ktoś „obsypuje nas komplementami”…

Powodów bywa bardzo wiele…

Ktoś chce się nam przypodobać mając na celu osiągnięcie „czegoś”, zdobycie tudzież ułatwienie sobie sytuacji…
Komplementy wpisane są w relacje damsko-męskie, a zwłaszcza na początkowym etapie tworzącej się relacji…

W komplementach nie ma nic złego – są miłe, przyjemne i przez większą część z nas lubiane lecz dotyczy to komplementów szczerych bo „te” wypowiadane bez powodu, podstawy i braku realnego zakotwiczenia w życiu przynieść mogą efekt przeciwny do zamierzonego…

Dla ludzi „pewnych siebie” i mających duże aczkolwiek uzasadnione poczucie własnej wartości komplementy stają się czymś oczywistym…

Gdy komplementowany jest ktoś „niepewny siebie”, wrażliwy i mający (jakiś) problem z samooceną komplement paradoksalnie może okazać się problemem lub przeciwnie czynnikiem motywującym do działania i zmiany postrzegania własnej osoby…

Nie jest odkrywczym stwierdzeniem, że „każdy jest inny” lecz po co się silić na zbyt wiele zbędnych słów określających różnorodność natury ludzkiej…

Adresaci pojawiających się komplementów powinni również uważać – czasami z jakiegoś powodu (u)słyszymy to co chcielibyśmy usłyszeć, a wciąż głodni komplementów nie zważamy na powody, nie dostrzegając tym samym przebiegłości gry, w którą ktoś chce nas wciągnąć…

Warto komplementować innych ludzi lecz umiar w tym zakresie jest bardzo wskazany – siła i znaczenie komplementów znacząco wzrasta gdy operujemy „nimi” roztropnie nie rzucając ich „na prawo i lewo”…

2 uwagi do wpisu “Nie jestem odporny na komplementy…

  1. „Komplement” kojarzy mi się z czymś zaplanowanym i wypowiedzianym w konkretnym celu, czyli dla jakiejś korzyści. Ot, choćby takiej, żeby samemu poczuć się dobrze, jako osoba miła, zwiększająca sympatię dla siebie lub korygująca relacje z ludźmi za pomocą wyszukanych słów, których użycie zwiększa atrakcyjność osoby komplementującej kogoś w oczach osoby lub osób, których sympatię lub przychylność chce pozyskać. Nie jest w mojej ocenie spontanicznym dzieleniem się odczuciami, ale takim celowym doborem słów, który ma na celu uzyskanie konkretnego efektu, nawet gdyby to miało być wyłącznie rozładowanie napięcia lub poprawienie sobie lub innej osobie nastroju. Komplement to taki przedsionek pochlebstwa.

    Czym innym jest natomiast w mojej ocenie spontaniczne dzielenie się odczuciem na jakiś temat. Subiektywnym, bo nasze odczucia są subiektywne i wyrażone wprost mogą być dla odbiorcy albo miłe, albo nieprzyjemne, jeśli wyrażanych odczuć nie przesiewamy przez sito. Jeśli więc jestem osobą otartą, ale jednocześnie mam na uwadze to, jak moja otwartość może wpłynąć na samopoczucie drugiego człowieka i jaki wywołać u niej efekt, to powiem „super wyglądasz w tej sukience, a jej kolor jest śliczny” ( nie każdy musi odbierać wygląd tej osoby tak jak ja i nie każdy musi lubić ten kolor), ale nie dodam „tylko trochę cię pogrubia”, nawet jeśli rzeczywiście kolor lub fason trochę w mojej ocenie pogrubia, zwłaszcza jeśli wiem, że tusza jest tematem dla tej osoby drażliwym. Jeśli zaś ona sama nie ma pewności, czy dobrze zrobiła zdobywając się na odwagę i zakładając tę sukienkę, to sama może stwierdzić „obawiałam się ją włożyć, bo czuję, że trochę mnie pogrubia”, a ja, zależnie od tego, jak dobrze się znamy, mogę odpowiedzieć „może i trochę tak, ale to nie jest problem, bo wyglądasz w niej bardzo atrakcyjnie”.

    Natomiast z komplementem w mojej ocenie jest tak, że widząc koleżankę w niezbyt dobrym nastroju, powiem jej z życzliwości i dla poprawienia jej nastroju, że ślicznie wygląda w tej sukience, choć pewnie w innej sytuacji bym nie szukała pretekstu, by powiedzieć jej coś miłego. Mówię to, bo chcę jej poprawić nastrój (działanie celowe, a nie spontaniczny odruch). Natomiast jeśli chcę dla siebie czegoś konkretnego, i choć wcale nie uważam, że koleżanka wygląda jakoś szczególnie dobrze w tej sukience, ale moim celem jest tak pomanipulować jej nastawieniem do mnie, by w kolejnym kroku czy krokach uzyskać od niej coś konkretnego, co jest sednem mojego „życzliwego” postępowania, to to jest pochlebstwo, a nie komplement.

    Komplementami często posługują się w stosunku do innych osoby niezbyt pewne siebie, a pochlebstwami fałszywe i wyrachowane.

    A teraz druga strona – czyli osoba, która słyszy miłe słowa na własny temat i która dla własnego dobra powinna potrafić właściwie rozróżnić te trzy rodzaje i intencje używania przez innych miłych słów pod własnym adresem.

    Jeśli akceptujemy samych siebie, a nie szukamy akceptacji dla siebie i potwierdzenia własnej wartości czy atrakcyjności w oczach innych, takie rozróżnienie powinno nam w większości przypadków przychodzić łatwo. Bo łatwiej wtedy o obiektywizm w samoocenie, a więc i we właściwym odbiorze przychylnych dla nas słów. Jeśli mam do samej siebie dystans, jeśli wiem, że żeby samą siebie akceptować i lubić, nie muszę być idealna i stawiać sobie samej oczekiwań w pewnych obszarach ponad moje aktualne możliwości i wykraczające poza moje faktyczne potrzeby, po to jedynie, żeby zadowolić innych. A to sprawia, że taki dystans i do siebie, i do oczekiwań stawianych nam przez innych, pozwala nam na samych siebie z tym dystansem popatrzeć w momencie, kiedy słyszymy od kogoś coś miłego. I wtedy łatwiej jest dostrzec to, co jest jedynie pochlebstwem i nie dać sobą nim manipulować, docenić komplement mający na celu sprawienie nam po prostu przyjemności w momencie, gdy ktoś dostrzegł nasz spadek nastroju, nawet jeśli w duchu nie do końca z tymi miłymi słowami byśmy się zgodzili i uważamy je za delikatnie przesadne, a czyimś zwykłym bezinteresownym, spontanicznym odruchem, potrzebą głośnego uznania dla nas czy zachwytu przy jednoczesnej pełnej świadomości, że nawet jeśli byśmy się nie do końca z tym poziomem zachwytu utożsamili, ta osoba ma dobre intencje, tak właśnie nas w danym obszarze widzi i ma prawo tak to postrzegać, to fajnie, to znaczy że są ludzie, którzy potrafią dostrzec i docenić we mnie to, czego może ja sama nie doceniam i nie dostrzegam, a jako osoba samoświadoma i obiektywna w stosunku do siebie, czyli z dystansem do siebie, mogę rozważyć, czy to, że ktoś to dostrzegł, czego ja nie dostrzegałam, jakoś dla samej siebie spożytkować, czy też wystarczy się uśmiechnąć i przejść nad tym do porządku dziennego.

    Tak że to nie nad zakresem otwartego wyrażania opinii należy pracować, ale nad formą, w jakiej je wyrażamy oraz nad własną samoświadomością, akceptacją z niej płynącą oraz dystansem do samego siebie. Takie jest moje zdanie. Jak potrafimy być życzliwi dla samych siebie, to i życzliwość dla innych przyjdzie nam łatwiej 🙂

    Polubienie

    • Niewątpliwie masz bardzo wiele racji w tym co napisałaś – forma wypowiadanych w stronę innych ludzi słów okazuje się być kwestią kluczową… intencje również odgrywają bardzo istotną rolę…

      Oczywiście dystans do siebie samego to podstawa, a samoświadomość świadczy o dojrzałości…

      Poczucie własnej wartości potrafi podlegać zmienności i czasami jeden szczery komplement od osoby, która jest nam z jakiegoś powodu bliska potrafi (z)działać cuda…

      Życzliwość dla siebie samego i generalnie (po)lubienie samego siebie bardzo ułatwia życie i bardzo poprawia relacje z innymi ludźmi… 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s