W poszukiwaniu straconego czasu…

Czas płynie i (niezależnie od wszystkiego) płynąć będzie…

Nie można „go” (za)trzymać…

„Podróże w czasie” są niemożliwe – z wyłączeniem książek, filmów i gier…

Z racji niezliczonej liczby (prze)różnych czynników będących składowymi „dziejących się chwil” i co oczywiste zmieniających się nas samych możemy być bardziej niż pewni, że „tamte chwile już nie (po)wrócą”, a tym samym wszystko jest niepowtarzalne i wyjątkowe w swoim charakterze…

Z czasem mamy coraz większy problem z czasem…

Gdzieś podskórnie czujemy, że (przynajmniej czasami) „tracimy czas”…

Obawiamy się „tego” – wręcz czasami boimy, że niepostrzeżenie możemy się obudzimy „w momencie swojego życia”, w którym samym sobie nie będziemy potrafili odpowiedzieć na pytania:

Gdzie ten czas, który upłynął…?

Co mi (po)zostało po czasie, który (prze)żyłem…?

Godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata – trochę „tego” jest lecz „jak przyjdzie co do czego” to czasu wciąż nam brakuje, a ten, który upłyną i wciąż upływa jawi nam się zbyt mało „treściwym” i niezauważonym tak jakby mijał koło nas, a jedyne co nam (po)zostało to biernie się przyglądać (prze)mijaniu, któremu bez jakiejkolwiek naszej zgody podlegamy…

„Obudź się zanim będzie za późno…” – spoko, dobra opcja, w sumie najlepsza z możliwych…

Zasypiamy i budzimy się każdego dnia…

Teoretycznie po przespanej nocy wypoczęci jak „młodzi Bogowie” możemy (z)robić wszystko z rozpoczynającym się dniem – wykorzystać „go” tak aby nie dręczyły nas myśli o rzekomej „stracie czasu”, który później trzeba będzie reanimować…

Należałoby odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie dotyczące czasu i „jego” (prze)mijania…

Czy życie niezależnie od swojej specyfiki kiedykolwiek może być uznane mianem stratą czasu…?

Żyjesz czyli „coś” robisz – nawet zajmowanie się czymś mało „wyjątkowym” jest formą spędzania, a tym samym wykorzystywania czasu czyli trudno mówić o jego utracie tudzież stracie bo wciąż „coś” robisz…

Odmienną kwestią jest specyfika chwil, które upływają, a których jesteś uczestnikiem… to wszystko czego nie lubimy zawsze będzie nam się jawić mianem „straty czasu”, w przeciwieństwie do tego co sprawia nam przyjemność, radość tudzież satysfakcję…

Z rzekomo „straconym czasem” jest jeszcze jeden problem – spoglądając na swoje życie z dystansu (nomen omen) czasu, czasami dochodzimy do wniosku, że „coś” było stratą czasu, a w „tamtej” chwili uznawaliśmy, że było odmiennie…

Zmieniamy się, wciąż się zmieniamy i końca zmian jakim podlegamy nie widać… mając to na uwadze chyba nie warto dokonywać zbyt drobiazgowej „analizy czasu minionego” bo Ty z „dzisiaj” możesz być całkowicie innym człowiekiem niż byłeś „wczoraj” – czasami nawet jeden, z drugim mógłby mieć problem aby się dogadać (po)mimo tego, że (teoretycznie) tak dobrze się znacie…

Niepowetowaną „stratą czasu” jest poświęcanie zbyt wiele czasu na poszukiwanie „straconego czasu”…

2 uwagi do wpisu “W poszukiwaniu straconego czasu…

Odpowiedz na M. Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s