„Pewnego razu… w Hollywood”

Idąc na film Tarantino człowiek raczej się nie rozczaruje – w tym przypadku było podobnie… może nie jest to jego „najlepszy film” ale… całkiem dobry i mający swój specyficzny (jak to u Tarantino) klimat…

Oczywiście „jego” filmy nie są dla każdego lecz grono odbiorców na Świecie jest bardzo szerokie – „prawdziwi fani” wyczekują każdego nowego filmu i tłumnie szturmują kina…

W tym przypadku też sala kinowa była prawie pełna…

Film naprawdę długi bo trwa aż 2 godziny i 41 minut – obawiałem się tego lecz przyznam szczerze, że nawet nie wiem kiedy upłynął ten czas…

Fabułę można by było streścić jednym zdaniem – Perypetie aktora i jego dublera (kaskadera) będącego jednocześnie kierowcą i prywatnie przyjacielem…

Jak trudno się przebić i odnaleźć w przemyśle filmowym – konkurencja jest wielka… zwłaszcza w Hollywood…

„Amerykański sen” – przyśnić się może każdemu lecz nie w przypadku każdego ma odbicie w realnym życiu…

Film wygrywa klimatem czasów, dopracowaną scenografią i pojedynczymi aczkolwiek pojawiającymi się żartobliwymi, a wręcz niekiedy śmiesznymi momentami… świetna muzyka w kapitalny sposób oddająca klimat „tamtych czasów”… charakterystyczne samochody, specyfika mody, ruchy hippisowskie, marihuana i kwasy… ten rodzaj wolności, której my – ludzie współczesnych czasów nie doświadczamy…

Klimatyczne lata sześćdziesiąte – zazwyczaj tęsknimy za tym co było uznając, że kiedyś było (znacznie) lepiej niż dzisiaj…

Jak wiadomo każdy okres w historii ma swoje „plusy dodatnie i plusy ujemne…”

Świetna gra aktorska – Leonardo DiCaprio, a zwłaszcza (jak dla mnie) Brad Pitt – nie jestem obiektywny zważywszy na to, że Brad Pitt to jeden z moich ulubionych aktorów… 🙂

Co ciekawe w filmie występuje również polak Rafał Zawierucha grający innego polaka – Romana Polańskiego – pomimo epizodyczności jego roli jest to dla nas polaków swoistego rodzaju „smaczek” tego filmu…

„Dobre kino” lecz nie rewelacyjne… pomysł ciekawy – film będący wycinkiem z życia aktora zmagającego się z niełatwym zawodem aktora… nigdy nie było łatwo, łatwo nie jest i łatwo nie będzie i to niezależnie od czasów jak i również branży, w której człowiek chce osiągnąć „trochę więcej” – odrobinę wybić się ponad przeciętność…

Tak abstrahując zazwyczaj od wizyt w kinie powstrzymuje mnie czas, który pożera obejrzenie filmu… do kina trzeba dojechać i z kina trzeba wrócić – to oczywiste i nie ma w tym nic nadzwyczajnego ale… prawdziwym świństwem są dla mnie reklamy puszczane przed filmem… bilety do kina wcale nie są tanie, a mi serwowany jest cały „blok reklamowy” – w imię czego…(?) (z)rozumiałbym jeszcze, że dla chętnych bilet będzie tańszy jak zgodzą się na faszerowanie mózgu bzdurnymi reklamami ale… z jakiej racji mam oglądać to „dziadostwo” jak nie mam na to nawet najmniejszej ochoty… rozumiem „zwiastuny filmów” – nie mam nic przeciwko ale… reklamy jak w telewizji – to już jest przegięcie… w kinie, w którym byłem reklam jest na szczęście niewiele ale… w innych – „sieciówkach” reklamy wraz potrafią trwać nawet 20-30 minut – dla mnie to powód skutecznie odstraszający od wizyt w kinie… Może kolejnym etapem będzie przerywanie filmu w kinie reklamami…?

3 uwagi do wpisu “„Pewnego razu… w Hollywood”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s