Kiedy ostatni raz (z)robiłeś coś po raz pierwszy…(?)

Im jesteśmy starsi, a starsi stajemy się każdego dnia, tym rzadziej pojawiają się sytuacje, w których robimy „coś” po raz pierwszy…

Taka prawidłowość jest czymś bardzo naturalnym i nie powinno nas to dziwić lecz jednak trochę szkoda tego, że życie z wiekiem i płynącym nieubłaganie czasem coraz mniej przestaje nas zadziwiać, zaskakiwać, a to czym w życiu się zajmujemy staje się być jedynie czynnością częściej lub też rzadziej ale jednak powtarzalną…

Większość ludzi dorosłych zazdrości dzieciom niespożytej energii, otwartości i pozytywnego podejścia do Świata… lecz jeszcze bardziej zazdrościć można „im” tego, że prawie każdego dnia robią coś nowego „po raz pierwszy”…

Teoretycznie nawet dorośli mogliby robić i zajmować się czymś „nowym” – może nie codziennie lecz z pewnością „co jakiś czas” ale… problem w tym, że przyzwyczajamy się do swojego życia wraz ze wszystkimi aktywnościami, które na nasze życie się składają – mówiąc w skrócie, po prostu nam się nie chce bo tak jest wygodniej, a z wiekiem stajemy się coraz bardziej wygodni – leniwi…

Słuchamy muzyki, którą (już) bardzo dobrze znamy, powtarzamy cytaty z filmów, które wielokrotnie oglądaliśmy, klucze, telefon i portfel odkładamy na to samo miejsce, które jest dla nas najodpowiedniejsze co nie znaczy, że najbardziej ergonomiczne – tak się przyzwyczailiśmy…

Nawet zaparzając kawę tudzież herbatę przestrzegamy wypracowanej techniki jednocześnie preferując konkretny gatunek, smak, a nawet producenta…

Im jesteśmy starsi tym więcej w naszym życiu przyzwyczajeń mogących „z zewnątrz” jawić się mianem „dziwactwa”…

„Klapki na oczy” i do przodu ale… tylko po dobrze sobie znanej trasie nie zbaczając z trasy, którą wdrukowaliśmy sobie w głowę wielokrotnym powtarzaniem…

Może to przesadzona opinia, wniosek tudzież spostrzeżenie lecz… w pewnym stopniu im jesteśmy starsi tym bardziej upodobniamy się do robotów, maszyn powtarzających daną czynność zgodnie z narzuconym odgórnie algorytmem działania – w naszym przypadku narzuconym przez samych siebie i na siebie…

Najprostszym wytłumaczeniem jest „brak czasu” – na chroniczny brak czasu cierpią wszyscy ale…

Czy aby nie sami na siebie ów „brak czasu” nałożyliśmy…?

Chcemy więcej, więcej i jeszcze więcej i aby to sfinansować musimy stawać się bezawaryjnymi maszynami do zarabiania pieniędzy niezbędnych do tego aby spłacić, zapłacić i sfinansować wszystkie dobra materialne, które rzekomo są nam tak bardzo potrzebne…

Nikt nie musi nam zakładać chomąta, bo sami je sobie na szyję ochoczo zakładamy…

Myślenie o tym co moglibyśmy (z)robić po raz pierwszy odkładamy na wakacje, w czasie których jak wiadomo będziemy się regenerować, zbierać siły i odpoczywać, a nie wprowadzać w życie planu naprawczego mającego na celu uatrakcyjnienie ziemskiej egzystencji sięganiem po to co (jeszcze) nieznane…

Sami zapędziliśmy się w kozi gór, a co (jeszcze) gorsze stopniowo tracimy radość życia, która to powinna być w naszym marnym żywocie kwestią nadrzędną…

W tej kwestii nie różnię się od innych lecz dostrzegam problem, a to może (co nie znaczy, że musi) stać się czynnikiem inicjującym w życiu zmiany…

Oczywiście źle nie jest i aby tylko gorzej nie było lecz zawsze może być lepiej czego Wam i sobie serdecznie życzę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s