Blog mi się nie udał…

Wygląda na to, że mi się nie udało…

Może najzwyczajniej w Świecie uda mi się (po prostu) nie mogło…(?)

Jak uda się może „coś” co wyraźnego kształtu, sensu i znaczenia jest pozbawione…(?)

Łapałem, wyłapywałem, zbierałem, a w efekcie gromadziłem „zlepki słów”, sformułowania, złote, srebrne, a niekiedy jedynie brązowe myśli innych ludzi nadbudowując je własnymi przemyśleniami…

Prawda jest taka, że bałagan niezależnie od wszystkiego wciąż bałaganem (po)zostanie…

Od samego początku moim przewodnim pomysłem był brak pomysłu…

Bo przecież z założenia „jakoś to będzie” – zawsze jakoś to było, jakoś to jest i zapewne będzie również jakoś…

Problem w tym, że „jakoś” to „nijak” czyli „ani ziębi, ani grzeje” – letnio, gdzieś (po)między, niby akuratnie lecz to zdecydowanie za mało…

Spokojnie, to nie użalanie się nad samym sobą tylko swoistego rodzaju rozmyślania na temat „czegoś” co w większym czy też mniejszym stopniu ale… jednak zajmowało mi czas i inicjowało intensywniejsze procesy myśliwe…

W sumie (nawet) nie wiem czego się spodziewałem ale… mimo braku sprecyzowanych oczekiwań pewne jest to, że „oczekiwałem czegoś innego”… taka sytuacja się zdarza znacznie częściej niż mogłoby nam się nawet wydawać…

Chciałem i oczekiwałem interakcji – chcieć to nie (zawsze) znaczy móc…

Interakcja miała być efektem, skutkiem, owocem mojej na płaszczyźnie bloga działalności…

Zaorać ten „poligon doświadczalny”…?

Trochę (mi) szkoda mając na uwadze lata, które upłynęły, liczbę postów i słów, które z siebie wyrzuciłem, a w efekcie opublikowałem…

Nic tutaj się nie dzieje, a ja wciąż tu zaglądam…

Może to swoistego rodzaju uzależnienie lub tylko przyzwyczajenie….(?)

Mam świadomość tego, że obecnie blogi przegrywają z Facebook, YouTube, a nawet Tik Tok…

Czasy się zmieniły – wciąż się zmieniają i zmieniać będą…

Obraz i dźwięk wygrywa ze słowami – zwłaszcza tymi (za)pisanymi…

Zastanawiam się co z „tym” (z)robić…

Blog się „klika” całkiem nieźle – zachowując (swoje własne) proporcje…

Lecz co z tego, że się „klika” jak ów statystyki nic mi nie dają…?

„Delete” – trochę szkoda…

Pisać i publikować nowe posty – chyba sensu większego nie ma…(?)

Zmienić tematykę i formę publikowanych postów – niby można ale… Po co…? No i jak…? W jakim kierunku podążyć…? Co i jak zmienić…?

Każdy, niezależnie od tego co i jak robi wcześniej czy też później będzie miał wątpliwości i stanie przed podobną decyzją…

„Wypalenie (zawodowe)” nie dotyczy tylko i wyłącznie wykonywanego zawodu – może dotyczyć wszystkiego czym w życiu się zajmujemy tudzież zajmowaliśmy…

Pisarze cierpią na „syndrom Boga”, a blogerzy na syndrom „nadwornego błazna”…

Tańcz, błaźnie tańcz, swoim życiem się baw… Co innego Ci (po)zostało…(?) 😉

Do jakiej muzyki (za)tańczyć jak orkiestra już dawno grać przestała…(?)

Dochodzę do wniosku, że byłoby znacznie łatwiej podjąć jakiś radykalny krok gdyby tutaj nikt się nie pojawiał…

Bazują na statystykach, które prezentuje mi WordPress okazuje się, że zjawiają się (potencjalni) czytelnicy, a tym samym ich obecność stanowi swoistego rodzaju potencjał – mam „jakiś zasięg”…

Tylko jak to wykorzystać i nakłonić (potencjalnych) czytelników do interakcji, na której mi (najbardziej) zależy…(?)

Na YouTube niektórzy aby się „wybić” rozkręcają „dramy” – wtedy zaczyna się (coś) dziać i robi się głośniej o danym „twórcy”…

Drama na blogosferze…?

Nie, raczej nie…

Z jednej strony to nie w moim stylu, a z drugiej strony mam zbyt „małego bloga” aby cokolwiek w takiej kwestii (z)działać…

Kontrowersje…?

Na tym można się „wybić” i wygenerować znacznie więcej ruchu na blogu…

Komentarze również mogłyby się w takiej sytuacji pojawić ale… obawiam się, że z racji emocji jakie pojawiają się w przypadku „tematów kontrowersyjnych” doświadczyłbym tylko „jadowitych słów”, hejtu, a może nawet gróźb…

A na co to komu…?

A po co…?

A komu to jest potrzebne…?

Przeanalizuje sobie ostatni tydzień statystyk mojego bloga:

195 wyświetleń bloga (dla wielu blogów to statystyki śmieszne ale… dla mojego bloga całkiem niezłe)

159 osób odwiedzających…

Ciekawą informacją są kraje, z których ludzie weszli na mojego bloga:

Polska, Wielka Brytania, Niemcy, Stany Zjednoczone, Litwa, Hiszpania, Belgia, Irlandia, Holandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Szwecja, Ukraina…

Nasi są wszędzie i jeszcze na blog rodaka zaglądają… 🙂

4 uwagi do wpisu “Blog mi się nie udał…

  1. Nie poddawaj się. Nie zdążyłem się tutaj jeszcze rozejrzeć ale blog wygląda na obiecujący. Woda drąży skałę a słowo?…przecież słowo było na początku. Ma więc nieogarnięty potencjał. Pisz o „zarazie”, kryptowalutach, wolności, emigracji…ogłoś konkura na ciekawy wpis czy artykuł. A ka będę tu zaglądał i trzymał kciuki :-)… powodzenia!!!

    Polubienie

    • Dziękuję za wiarę w moje możliwości i motywowanie do działania… Zgadzam się z tym, że słowa mają wielką moc oddziaływania ale… sztuką jest właściwe nimi władanie… Za podpowiedzi dotyczące tematyki również dziękuję – w tych zagadnieniach zdecydowanie jest potencjał…

      Dziękuję bardzo za poświęcony czas i interakcję, na której mi tak bardzo zależy… 🙂

      Serdecznie pozdrawiam…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s