Co w mieście piszczy, bzyczy, biega i lata?

Nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami „terenów miejskich”. Bardzo często decydujemy się na przygarnięcie wielu zwierząt „pod własny dach” lecz towarzyszą nam również stworzenia, których obecności (delikatnie mówiąc) nie chcemy, nie lubimy, a wręcz jest dla nas problemem.

Sztandarowymi przykładami zwierząt, z którymi mamy problem są szczury i myszy ale również gołębie. Obecność kuny również może się okazać problematyczna. W ogródkach i na działkach chętnie odwiedzają nas krety, za którymi również nie przepadamy.

Spotkana w parku wiewiórka wydaje nam się być sympatycznym stworzeniem. Kaczki i łabędzie często dokarmiamy czyli również problemu z nimi nie mamy. Napotkany przez nas jeż wydaje nam się przyjemnym stworzeniem. Wróble, sroki, wrony i gawrony są miłą odmianą w porównaniu do gołębi, których obecność bywa problemem.

Najszerszym gronem stworzeń, z którymi się stykamy są oczywiście owady bo jest ich najwięcej. W ich przypadku (zazwyczaj) trudno o sympatię z naszej strony. Do motyli nic nie mamy ale (nawet) pożyteczna pszczoła nie jest chcianym gościem. Już nie wspominając o szerszeniach, których się obawiamy, a nawet boimy.

Teraz (dopiero) się zacznie lista naszych antypatii. Muchy, komary, karaluchy, kleszcze, mole, mszyce, przędziorki, pająki, wymieniać można (jeszcze) bardzo długo. W przypadku tych i nie tylko tych stworzeń wymyślamy mniej lub bardziej wyrafinowane strategie pozbywania się ich z przestrzeni, w której żyjemy lub (czasowo) przebywamy.

Wielu ludzi z założenia (delikatnie mówiąc) nie lubimy owadów. Tak naprawdę bez owadów nie moglibyśmy normalnie funkcjonować, a nawet żyć.

Gdyby nie pszczoły nie byłoby miodu – to najmniejszy problem;)

Bez „zapylaczy” nie byłoby owoców i warzyw bo nie miałby kto zapylić roślin. Nawet „zwierząt hodowlanych” by nie było, bo (co oczywiste) większość z nich karmiona jest roślinami lub paszami na bazie roślin (s)tworzonymi.

Według statystyk około 70 procent roślin zapylanych jest przez pszczoły.

Teoretyzując po wyginięciu ostatniej pszczoły życie na Ziemi mogłoby przetrwać (tylko) 10 lat! To daje do myślenia jak ważnymi stworzeniami dla istnienia życia na Ziemi są pszczoły.

Inni „zapylacze” również są istotni ale jednak to pszczoły odgrywają kluczową rolę w zapylaniu roślin.

Mając na uwadze znaczenie pszczół w naszym życiu może jednak warto spoglądać na nie inaczej (niż do tej pory). To zrozumiałe, że gdy pojawia się pszczoła w naszej okolicy czujemy poddenerwowanie z obawy przed użądleniem ale prawda jest taka, że pszczoła sama z siebie (raczej) nas nie (za)atakuje, a dopiero w chwili zagrożenia zaczyna się (tak) bronić.

Co innego krwiopijcy w postaci komarów – w przypadku tych agresorów nie warto mieć żadnych skrupułów i każda skuteczna metoda na ich pozbycie się jest dobra 😉

Kleszcze to kolejne zagrożenie jakie na nas czyha. Największym problemem nie jest mikrolitr krwi, której mogą nas pozbawić. Borelioza i kleszczowe zapalenie mózgu nie tylko brzmią groźnie – to ciężkie choroby, z którymi walka jest ciężka i długotrwała.

Miasto z założenia jest przestrzenią, którą my ludzie ukształtowaliśmy i kształtujemy tak aby żyło nam się możliwe jak najlepiej. Pomimo to nie na wszystko mamy wpływ. W każdym mieście poza nami zawsze będzie coś piszczało, bzyczało, biegało i latało 😉

Jak żyć? 😉

Zagrożeń w otaczającym na Świecie jest (bardzo) wiele, a my musimy (jakoś) funkcjonować i (w miarę normalnie) żyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s