Czy pisanie jest obroną przed szaleństwem?

Po co ludzie piszą?

Ludzie piszą bo sprawia im to przyjemność?

Czy pisanie może być sposobem na życie?

Pisanie wypływa z wewnętrznej potrzeby wypowiedzenia się na jakiś temat ewentualnie wyrzucenia z siebie dręcząco męczących myśli.

Aby napisać coś dobrego trzeba się (bardzo) postarać, a w efekcie proces twórczy sprowadzający się do pisania okazuje się być energochłonnym wysiłkiem.

Po co się męczyć?

Aby (za)istnieć?

Aby w pewnym stopniu poprzez pisanie pomóc innym?

Tak naprawdę wszystko sprowadza się do autoterapeutycznego działania pisania.

Najwartościowsze, a tym samym najlepsze teksty (niezależnie od ich formy i objętości) powstają dzięki „wenie twórczej”, wewnętrznej potrzebie i swoistej formie radzenia sobie z samym sobie, a nie „na zamówienie” tudzież chęci zaistnienia.

Pisać każdy może i każdy powinien jeżeli czuje taką potrzebę. To co autor zrobi ze stworzonym tekstem to już inna kwestia.

Czy w czeluście (przysłowiowej) szuflady tekst wpadnie lub na blogu w postaci posta się pojawi okazuje się mieć mniejsze znaczenie.

Z tekstem można zrobić wszystko lub nie robić z nim nic.

Do (przysłowiowej) szuflady nikt (niepowołany) nie zajrzy, a blog jest pewną formą ekshibicjonizmu.

Co lepiej się sprawdzi zależy od indywidualnej potrzeby osoby, która za pisanie się zabiera.

Jakość, wartość i znaczenie nie zawsze jest premiowane. Zapewne w wielu (przysłowiowych) szufladach tkwią teksty, które poruszyłyby tłumy, a wiele tekstów wystawianych na światło dzienne nie niesie za sobą zbyt wielkiej wartości.

Wrażliwość wsparta talentem i intelektem może przeminąć niezauważona, a płytkie grafomańskie teksty będą szeroko czytane i komentowane.

Pisarze, którzy osiągnęli sukces wypływając na szerokie wody słaby są zapewne wierzchołkiem góry lodowej grona ludzi, którzy pochwalić się mogą nieprzeciętnym warsztatem i lekkością w operowaniu słowem pisanym.

A jak ma się sprawa z szaleństwem?

Jak sobie radzić?

Na kanapie z pilotem w dłoni?

Skacząc ze spadochronu?

Pracując na działce?

Zdobywając ośmiotysięcznik?

Pedantycznie sprzątając swoje mieszkanie?

Pokonując ocean w kajaku?

A może prowadząc bloga?

Kwestia gustu, kwestia potrzeb, kwestia wieku i etapu życia, na którym się (aktualnie) znajdujemy.

Trzeba mieć „coś” aby nie zwariować lub przynajmniej stany mogące być określone wariactwem w miarę możliwości zminimalizować.

My ludzie tak już mamy, że zaspokojenie podstawowych potrzeb nie zawsze nam wystarcza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s